(Oto wykaz wszystkich
stron z TEGO serwera, w zestawieniu językowym - w 8 językach.
Wybierz interesującą Cię stronę manipulując suwakami, potem kliknij
na nią aby ją uruchomić:)
(Ten sam wykaz daje się też wyświetlić
z "Menu 1" poprzez kliknięcie tam na pozycję
"Menu 2".)
Oto wykaz wszystkich moich stron
ze wszystkich serwerów. Strony te najpierw zestawione są językami
(tj. jako strony po polsku,
angielsku, niemiecku,
francusku, hiszpańsku,
włosku, grecku, oraz
rosyjsku.) Dla każdego zaś języka strony zestawione
są przedmiotowo.
Wybierz interesującą Cię stronę manipulując suwakami, potem kliknij
na nią aby ją uruchomić:
(Ten sam wykaz daje się też wyświetlić
z "Menu 1" poprzez kliknięcie tam na pozycję
"Menu 4".)
Każda śmierć jest smutna. Śmierć młodzieży zasmuca
jednak najbardziej. Jest też nieopisaną stratą dla
naszej cywilizacji.
Część A:
Informacje wprowadzające tej strony:
W południowo-zachodniej Polsce istnieje
niewielkie miasteczko
Milicz.
Reszta Polski wie niewiele na jego temat,
bowiem poza rozległymi lasami, licznymi
komarami, pachnącymi lipami, oraz
zatrzęsieniem smacznego karpia, Milicz
nie jest świadom posiadania atrakcji
które mógłby zaoferować przyjezdnym
z dalekiego świata. Miasteczko nawykło
wiec do wiedzenia swego półsennego żywota,
rezygnując z zabiegania o względy
buszującego życiem świata. Tymczasem
ma ono w sobie coś, czego w innych
miastach tak wyraźnie nie widać.
Mianowicie, ma ono ogromnie edukacyjną
historię. Przykładowo, ma w swej niedawnej
historii bitwę, która faktycznie jest
moralnym podsumowaniam wszystkich bitew świata.
Niniejsza strona jest właśnie o owej
"bitwie o Milicz". Wszystko co strona
ta opisuje faktycznie zaistniało w
rzeczywistym życiu.
#A1.
Kiedy i co zamotywowało mnie do przygotowania tej strony:
Około 1985 roku odkryłem istnienie i
działanie niezwykłych praw wszechświata
zwanych
prawami moralnymi.
Z czasem odkryłem również, że prawa owe
z równie żelazną ręką rządzą zarówno
losami indywidualnych ludzi, jak i całych
narodów, państw, a nawet całych planet.
Na temat owych niezwykłych praw piszę
więcej w punkcie #D2 tej strony. Ponieważ
moim zawodem jest ogromnie szlachetny
zawód nauczyciela, wśród owych praw
moralnych moją szczególną uwagę zwróciło
prawo moralne stwierdzające że "każde
wydarzenie ze świata fizycznego
Bóg
realizuje w taki sposób, aby
maksymalizowało ono swój nauczający
wpływ na ludzi". Kiedy więc w czerwcu
2004 roku zacząłem spisywać historię Milicza
znaną mi dobrze z rodzinnych opowiadań,
moją uwagę zwrócił fakt, że bitwa
o Milicz mająca miejsce w ostatniej
fazie drugiej wojny światowej podsumowywała
sobą moralną esencję wszystkich bitew
świata. To zainspirowało mnie aby
w jakiś sposób tą moralną esencję owej
bitwy o Milicz wydobyć na światło dzienne
i ukazać czytelnikowi. Aczkolwiek zapewne więc
w sposób ciągle niedoskonały, po wielu kolejnych
usprawnieniach mam nadzieję niniejsza
strona realizuje sobą tamten mój zamiar.
#A2.
Jakie są cele tej strony:
Głownym celem niniejszej strony
internetowej oraz materiału ilustracyjnego
który zaprezentowałem tutaj czytelnikowi,
jest opublikowanie mojej dokumentacji
faktologicznej na podparcie tezy, że
"losami każej wojny i każdej bitwy w
ogólności, zaś drugiej wojny światowej
i bitwy o Milicz w szczególności, z
żelazną ręką rządzą właśnie prawa moralne".
Dodatkowym zaś jej celem jest zwrócenie
uwagi czytelnika na prosty fakt, że każda
wojna jest ogromnie niemoralna, że każda
wojna jest bezsensowna, że każda wojna
jest mordercza i niszczycielska, że wojna
nigdy nie rozwiązuje problemów pojawienie
się których dostarczyło wygodnej wymówki
dla jej rozpoczęcia, oraz że wszyscy razem
i każdy z nas z osobna powinniśmy czynić
wszystko co w naszej mocy aby nasza
cywilizacja nigdy więcej nie musiała
przeżywać ani jednej kolejnej wojny.
Przy okazji owych celów, na niniejszej
stronie pokazuję także jak naprawdę
wygląda wojna i "bitwa o Milicz"
oglądana z perspektywy zwykłych
i często niewinnych ludzi, którzy
zostali wessani w jej wir.
Część B:
Bitwa o Milicz:
#B1.
Przebieg bitwy o Milicz:
Był wówczas piękny
słoneczny dzień końcowego okresu wiosny. Wokoło było pełno
kwiatów, zaś powietrze przesiąknięte było zapachem życia i
nadziei. W tak piękny dzień jest szczególnie przykro umierać.
Wokoło panowała wówczas jednak absolutna cisza. Wszakże niemal
wszyscy mieszkańcy Milicza i okolicznych wsi już dawno uciekli w głąb
Niemiec. Ci zaś nieliczni którzy uważali się za Polaków i dlatego
pozostali na miejscu, siedzieli wystraszeni poukrywani w swoich
domach i piwnicach. Z jakichś powodów podobno nawet ptaki
wówczas zamilkły jakby w oczekiwaniu na jakąś tragedię. Po
pewnym czasie w owej absolutnej ciszy dał się słyszeć odległy
ryk dziesiątków motorów czołgowych, jak zwolna
połznął on w kierunku Milicza od południa. Już sam ten ryk musiał
wystarczać aby przyprawić o zawał serca co słabszych z natury.
W jakiś czas później czołgi te ryczały i dudniły już po ulicach
Milicza. Po chwili dało się słyszeć ogłuszającą eksplozję niemieckiej
"pancernej pięści" ("Panzerfaust"). Zaraz po tej eksplozji
rozległy się rozpaczliwe krzyki kilku Rosjan jacy pieczeni
byli żywcem nie mogąc się wydostac z płonącego czołgu.
Nad środkiem Milicza wzniósł się słup czarnego jak smoła
dymu z palącego się czołgu. Po tej eksplozji poprzednio ogłuszający
ryk czołgów na chwilę jakby się zniżył do szeptu. Sprawiało
to wrażenie jakichś potworów naradzających się sekretnie
co dalej czynić. Po chwili jednak czołgi rozryczały się ponownie,
zwolna rozpełzujac się po uliczkach Milicza i okrążając ratusz
naokoło. Nagle wszystkie razem zaczeły strzelać. Grzmoty
wystrzałów ich armat niemal zlewały się ze sobą. Jednocześnie
ratusz buchnął płomieniami podpalony miotaczami ognia
rosyjskich żołnierzy którzy podkradli się do niego i razili
go z kamieniczek położonych po południowej stronie rynku.
Ratusz szybko zaczął się walić w gruzy. W chwilę później
zapanowała cisza. Nawet czołgi powygaszały swoje motory.
Ciszę tą przerwało potem jedynie kilka długich serii z "pepeszy"
(PPSh-41, patrz "Fot. #1d" poniżej), oraz załosne krzyki tych umierających Niemców, których
kule nie od razu uśmierciły. Pojedyńcze wystrzały z pistoletu
poucinały jednak nawet i te krzyki.
Najbardziej
w tym wszystkim makabryczne było, że owi młodzi ludzie z
obu walczących stron, którzy nawzajem wymordowali się w
Miliczu, faktycznie byli jak każdy z nas, znaczy kochali kogoś,
sami byli przez kogoś kochani, mieli swoje marzenia i nadzieje,
patrzyli optymistycznie w przyszłość, itp. Gdyby spotkali się
w innych czasach lub innych warunkach, niemal z całą
pewnością zostaliby przyjaciółmi. Jednak polityczne ambicje
ich przywódców, a także
szatańskie moce
jakie obecnie kontrolują naszą planetę, spowodowały że zamiast
żyć i dać innym pożyć, zmuszeni zostali aby zabijac i być zabijani.
Zastanówmy się przez chwilę kto naprawdę popycha ludzi
do mordowania swoich bliźnich. Czy są to inni ludzie, czy
też
przywódcy-podmieńcy
działający na Ziemi z ramienia owych szatańskich istot w
których mocy Ziemia ciągle do dzisiaj się znajduje, a które
od wieków nazywane były diabłami, serpentami, szatanem,
złymi czarownikami, itp., zaś ostatnio nazywani są
UFOnautami.
Wszakże jeśli się dokładniej przyglądnąć zdjęciom
przywódców z okresu drugiej wojny światowej,
u niemal wszystkich tych przywódców włosy nad czołem
porastały pod górę głowy -
który to szczegół anatomiczny wcale NIE jest
typowy dla ludzi zamieszkujących Ziemię.
Jeśli zaś nadal masz wątpliwości kto naprawdę
kryje się za całym złem piętrzącym się na Ziemi,
poczytaj sobie o UFOnautach z totaliztycznych stron
katowice.htm,
evil_pl.htm.
predators_pl.htm, czy
ufo_pl.htm.
* * *
Zauważ że można zobaczyć powiększenie
każdej fotografii z niniejszej strony internetowej, poprzez zwykłe kliknięcie
na tą fotografię. Ponadto większość wyszukiwarek jakie obecnie są w użyciu,
włączając w to także popularny "Internet Explorer", pozwala również na
załadowanie każdej ilustracji do swojego
własnego komputera, gdzie można jej się do woli przyglądać, gdzie daje się ją
redukować lub powiększać, a także drukować, za pomocą posiadanego przez
siebie software graficznego.
Fot. #1:
Czołgi które wygrały drugą wojnę światową.
Powyższe zdjęcie pokazuje czołg T-34 produkcji
radzieckiej. To właśnie taki czołg został
zniszczony "pancerną pięścią" w chwili wjazdu
na rynek Milicza. Jego wypalony szkielet
przez spory czas potem straszył na wlocie
do milickiego rynku w wąskiej uliczce wiodącej
do rynku od zamku. Natomiast jego upieczona
żywcem załoga pochowana została w Miliczu.
Fot. #1a (pokazane powyżej):
Radziecki czołg T-34. Okazał się on najlepszym
czołgiem drugiej wojny światowej. Faktycznie
też w powiązaniu z doskonałą strategią jego
użycia stosowaną przez wojska radzieckie,
to właśnie on wygrał ową wojnę. Strategia
Rosjan w użyciu tego czołgu polegała na
bardzo szybkim wbijaniu dwóch potężnych
kolumn takich czołgów wiozących piechotę
na swoich grzbietach w opierający się im
front niemiecki. Kiedy zaś obie kolumny się
spotykały jakiś dystans od frontu, zamykały
one "kocioł" poczym dokumentnie anihilowały
wszystkich Niemców którzy się w kotle tym znaleźli.
Z tego powodu, poprzez systematyczne stosowanie
takiej strategii wbijania się dwóch kolumn
we front, otaczania nimi jakiejś jednostki
niemieckiej, oraz następnego systematycznego
wycinania w pień wszystkich okrążonych, Niemcy
wkrótce przestali mieć na froncie wschodnim
wystarczającą liczbę żołnierzy aby móc się
efektywnie bronić. Front ten szybko też
dał się Niemcom poznać jako rodzaj "czarnej
dziury" w którą bez przerwy wysyłani musieli
być nowi żołnierze aby tam znikać na zawsze.
Jak też wiadomo, w drugim etapie wojny
żołnierze niemieccy otrzymanie rozkazu
odkomendowania
na front wschodni traktowali
jak wyrok śmierci na siebie.
Dla odmiany strategia aliantów była bardzo
przestarzała i zupełnie nie wykorzystywała
szybkości, operatywności ani mocy uderzenia
czołgów. Mianowicie alianci atakowali Niemców
"ławą", wypierając ich na całym froncie
równocześnie, jednak w zasadzie nie okrążając
ani nie anihilując. Czołgi u aliantów pełniły
więc rolę podobną jak ostatnio w Iraku,
tj. tylko jakby rodzaju samobieżnych dział
i maszynówek z własnym pancerzem chroniącym
ich załogi przed ogniem drobnej broni.
Z powodu tej nieefektywnej strategii
relatywnie niewielkie siły niemieckie
zachodniego frontu były w stanie długo
powstrzymywać całą armię alianckę przed
wyzwoleniem Europy.
Powyższy czołg "T-34" wszedł do seryjnej
produkcji w 1936 roku. Ważył on 32 tony.
Był 6.1 metra długi, 3 metry szeroki,
oraz 2.45 metra wysoki.
Obsługiwany był przez załogę 5-cio osobową.
Jego prędkość maksymalna wynosiła 56 km/godź.
Miał on działo 85 milimetrowe, o zasięgu
efektywnego ostrzału 3 050 metrów. Miał
on też całą masę udoskonaleń technicznych
które dodatkowo zwiększały jego przewagę i efektywność.
Przykładowo, wszystkie boczne powierzchnie
pancerza były nachylone. Odbijały więc
nadlatujące pociski. Aby go zniszczyć
konieczne było trafienie dokładnie w
jeden z jego nielicznych słabych miejsc,
np. pomiędzy korpus i wieżyczkę. Jego
pancerz był karbowany - uniemożliwiał
więc przyklejanie się min magnetycznych.
Jego konstrukcja była prosta i niezawodna.
Rzadko więc się psuł i był łatwy do naprawy.
Niemal pod każdym więc względem technicznie
górował on nad innymi czołgami swego okresu.
Fot. #1b (kliknij na niniejszy "zielony" napis aby zobaczyć to zdjęcie):
Amerykański czołg M4A3E8 Sherman. Był
on szeroko stosowany przez siły alianckie
na zachodnim froncie drugiej wojny światowej.
Z uwagi jednak na mało efektywną strategię
sił alianckich, czołg ten nie odegrał
żadnej wiodącej roli w wygraniu owej wojny.
W czasie bowiem kiedy czołgi radzieckie
systematycznie wyniszczały i spychały
wojska niemieckie na obszarze od Moskwy
aż daleko poza Berlin, siły alianckie
z wielką trudnoścą wyparły ławą Niemców
jedynie z kilku małych kraików położonych
wzdłuż zachodnich brzegów Europy.
Czołg "Sherman" ważył 34 ton. Był 7.5 metra
długi i 3 metry szeroki. Obsługiwany był
przez załogę 5-cio osobową. Jego prędkość
maksymalna wynosiła 48 km/godź. Miał on
działo 76 mm. Był on jednak relatywnie
łatwy do zniszczenia. Jego pancerz posiadał
wiele pionowych powierzchni, był więc
łatwy do przebicia przez pociski kumulacyjne.
Gładka powierzchnia pancerza ułatwiała
przyklejanie się min magnetycznych.
Skomplikowana konstrukcja pomniejszała
jego niezawodność i wydłużała naprawy.
Duże zużycie paliwa ograniczało jego
operatywność. Chociaż więc wyglądał on
imponująco, faktycznie w militarnym
sensie był on zwykłą "siedzącą kaczką"
która czekała na odstrzał.
* * *
Fot. #1c (kliknij na niniejszy "zielony" napis aby zobaczyć te zdjęcia):
Pisząc o czołgach które wygrały drugą
wojnę światową, warto też wskazać i
czołg który przegrał tą wojnę -
krótko też informując "dlaczego". Oto
więc najdoskonalszy niemiecki czołg z czasów
drugiej wojny światowej nazywany Panther.
Podobnie jak wojska alianckie, również i
Niemcy nie potrafili jednak w pełni
wykorzystać zdolności bojowych tego czołgu.
Cała bowiem ich strategia jego użycia bazowała
na doświadczeniach w użyciu czołgów zdobytych
podczas pierwszej wojny światowej.
Na dodatek do przestarzałej i nieodpowiedniej
strategii jego użycia, czołg ten posiadał
też wiele wad. Przykładowo, był zbyt "wysoki"
(54 cm wyższy od rosyjskiego T-34) - a stąd
łatwiejszy do trafienia, był wolny - co
okazywało się fatalne w gonitwach po
dużych przestrzeniach Rosji, był też
"delikatny" - a stąd niezbyt dobrze się
sprawował w trudnych warunkach terenowych,
jego konstrukcja była bardzo skomplikowana
oraz zawierał niepotrzebnie dużo części -
stad jego naprawy były długie, zaś ilość
części zamiennych jakie wymagał - duża.
Miał też sporo "słabych punktów".
Budowę czołgu "Panther" podjęto w 1942
roku z zamiarem zastąpienia nim jego
poprzedników "Panzer IV" i "Panzer III"
które pod każdym względem okazały
się militarnymi niewydarzeńcami.
Do końca wojny wyprodukowano około
4800 tych czołgów "Panther". Ważył on 44.8 ton.
Był 6.87 metra długi, 3.42 metry szeroki,
oraz 2.99 metra wysoki. Obsługiwany był
przez załogę 5-cio osobową. Jego prędkość
maksymalna wynosiła 46 km/godź. Miał on
działo 75 mm o zasięgu 3 km. (Jednak z
odległości 3 km jego pociski nie były
już w stanie przebić pancerza czołgów
T-34.) Był on jednak relatywnie
łatwy do zniszczenia. Jego pancerz też
posiadał kilka niemal pionowych powierzchni
jakie nie odbijały pocisków.
Gładka powierzchnia pancerza ułatwiała
przyklejanie się min magnetycznych.
Skomplikowana konstrukcja pomniejszała
jego niezawodność i wydłużała naprawy.
Powolność ograniczała jego operatywność
na ogromnych przestrzeniach Rosji. Chociaż
więc był najdoskonalszym z całej rodziny
pięcu kolejnych udoskonaleń niemieckiego
czołgu "Panther", nadal był on daleki od
dorównania swemu głównemu przeciwnikowi -
radzieckiemu czołgowi T-34 (ze zdjęcia powyżej).
#B2.
Walka o ratusz w Miliczu:
Przed wojną Milicz
miał interesujący ratusz. Jego wygląd pokazany jest na fotografii
"Fot. #2" z niniejszej strony (która jest powtórzeniem fotografii
"Fot. 28" ze strony o mieście
Miliczu.)
Niestety ratusz ten został zniszczony w trakcie
wyzwalania Milicza przez wojska Radzieckie. W ratuszu tym
bowiem zajął pozycję obronną miniaturowy garnizon niemiecki
jaki zamierzał bronić Milicza. Garnizon ten złożony był z
zaledwie kilkudziesięciu małoletnich chłopców w wieku jakieś
16 lat. (Jak wiadomo, w końcowej fazie wojny Hitler wydał
rozkaz, że każdy mężczyzna w wieku od 16 do 60 lat ma
zostać powołany do wojska i ma bronić rzeszy. Niemniej
ci mężczyźni którzy byli starsi niż 16-latkowie, od dawna służyli już
wówczas w wojsku niemieckim.) Chłopcom tym więc bardziej
przystawałoby uprawianie harcestwa niż pełnienie służby
wojskowej. Spora część tych małoletnich chłopców w
końcowych latach wojny była uczniami początkowych klas
Liceum w Miliczu pokazanego poniżej na zdjęciu "Fot. #3"
(które jest powtórzeniem fotografii "Fot. 30" ze strony o mieście
Miliczu.)
Zostali oni wcieleni do wojska ponieważ nikt w liceum tym już nie
pozostał kto by się nadawał do wcielenia. Wszakże ich koledzy
ze starszych lat wcieleni zostali do hitlerowskiego wojska już
znacznie wcześniej, zaś w owej ostaniej fazie wojny ich zwłoki
od dawna zaścialały już pola bitwne frontu wschodniego lub
zachodniego. Ponoszący klęski na wszystkich frontach hitlerowcy
naprędce przeszkolili więc tych chłopców w strzelaniu i
poubierali ich w niemieckie mundury wojskowe. Po zaś
ubraniu mundurów, podobnie jak wszystkim innym służącym w
wojsku niemieckim, groziło im natychmiastowe rozstrzelanie,
gdyby odmówili udziału w walce. Kiedy wojska radzieckie
pod dowództwem majora Lagina wkraczały do Milicza,
ci młodzi chłopcy pod dowództwem równie jak oni młodego
i niedoświadczonego oficera zabarykadowali się właśnie w
milickim ratuszu. Pozycja którą zajęli z militarnego punktu
widzenia była jednak beznadziejna. Wszakże uniemożliwiała
im taktyczne wycofanie się w przypadku gdyby zostali
skonfrontowani z przeważającym ich siłą przeciwnikiem.
Owa pozycja zamieniła więc ich obronę w samobójczą misję.
Ja do dzisiaj się dziwię nad powodem tego ich błędu taktycznego.
Jest mi bowiem wiadomo, że Niemcy mieli przygotowaną
linię okopów biegnącą zakolami niemal równolegle do
Baryczy pomiędzy miastem i Baryczą. Linia ta była
dobrze skonstruowana i w trudnej sytuacji umożliwiała jej
obrońcom taktyczne wycofanie i to w aż dwóch kierunkach
oddalających się od miasta. Rosyjskie czołgi wjeżdżały
na rynek Milicza w celowo mylący dla obrońców sposób.
Zamiast bowiem zajechać prosto główną drogą, zatoczyły
one duży łuk aż do pałacu margrabiego, potem zaś wjeżdżały
na rynek od zachodu małą uliczką wiodącą z owego pałacu.
Kiedy pierwszy czołg rosyjski wjeżdżał
na rynek Milicza, ci nieletni "obrońcy" miasta wystrzelili do niego
z "pancernej-pięści" ("Panzerfaust"). Czołg ten spłonął, tarasując
później przez spory okres czasu wjazd do rynku z owej bocznej
uliczki łączącej pałac margrabiego z rynkiem. Jego załoga została
upieczona żywcem. Jest ona pochowana w Miliczu w miejscu
które ktoś mi kiedyś pokazywał, jednak obecnie zapomniałem
gdzie dokładnie to było. Jedyne co pamiętam, to że
zastanawiałem się wówczas jak to się stało że Rosjanie
zostali tam właśnie pochowani - bo jakoś miejsce
to mi do nich nie pasowało. Oczywiście, po zorientowaniu
się że ratusz jest broniony, Rosjanie natychmiast otoczyli
go ze wszystkich stron i zasypali lawiną ognia i ołowiu.
Rosyjscy żołnierze podkradli się z miotaczami ognia tuż
do owego ratusza, zajmując pozycje w sąsiadujących z
ratuszem kamieniczkach po południowej stronie rynku.
Stamtąd oblali ratusz strumieniami ognia. Rosyjskie
miotacze ognia i potężne działa z kilkudziesięciu czołgów
spowodowały, że już w kilkadziesiąt minut później cały
ratusz walił się w gruzy zaś wszystko w nim płonęło.
Niemieckie nastolatki zamknięte w owym ratuszu otrzymały
więc dobry posmak tego, co ich starsi koledzy mniej niż
6 lat wcześniej serwowali Polakom na Westerplatte i na
poczcie gdańskiej. Nie bardzo jednak mieli czas na
kontemplowanie działania
praw moralnych,
bowiem ich nienawykły do walki dowódca poddał ich natychmiast
po tym jak ratusz zaczął się palić zaś im groziło upieczenie
się żywcem. Pechowo jednak dla nich, zmechanizowana
kolumna radzieckich czołgów jaka wzięła Milicz, nie posiadała
transportu ani prowizji dla jeńców wojennych. Jej zadaniem
było wszakże szybkie parcie do przodu oraz zamknięcie
przerwy w kolejnym okrążeniu hitlerowców, a nie zajmowanie
się pokonanymi Niemcami. Ponadto Rosjanie świeżo
mieli w pamięci wszelkie te okropności które Niemcy
popełniali na branych przez siebie jeńcach wojennych.
Dlatego zaraz po poddaniu się Rosjanom, owe milickie
nastolatki w niemieckich mundurach wojskowych zostały
wyprowadzone poza obręb miasta, pod linię pustych
okopów które przebiegały pod miastem od strony
wschodniej. W owym czasie przy okopach tych stał
ceglany budynek rakarskiej trupiarni, czyli rodzaj
pustej obory do której w owych oszczędnych czasach
okoliczni rolnicy zwozili padnięte zwierzęta (zwierzęta
te zabierane były potem przez rakarza z tego budynku
i przerabiane na mydło). Rosjanie ustawili owych małoletnich
chłopców w hitlerowskich mundurach wojskowych pod
murem owej rakarni i przejechali po nich długą serią
z pepeszy. Nawet w kilka lat później ciągle na cegłach
owej rakarni widać było rząd odłupań cegły ilustrujący
wysokość na jaką wymierzona została owa pepesza.
Miejsce śmierci tych chłopców w pewnym sensie było
więc rodzajem symbolicznego zwrotu karmy za to co
hitlerowcy tylko kilka lat wcześniej wyczyniali
innym pokonanym przez siebie narodom. Wszakże owi
młodociani "żołnierze" niemieccy z Milicza umierali w miejscu
w którym nieco wcześniej ich własne rodziny gromadziły
i składowały zwierzęcą padlinę. Zostali też zastrzeleni
w bardzo podobny sposób jak ich starsi koledzy z niemieckiej
armii wcześniej strzelali do branych przez siebie jeńców
wojennych. Rosjanie nie mieli też już czasu aby
ich starannie pogrzebać. Po zastrzeleniu po prostu zostali
oni powrzucani do pobliskiego pustego okopu, w którego
wykopaniu zapewne wcześniej sami uczestniczyli. Potem
zaś po okopie tym przejechał się zygzakiem ciężki
rosyjski czołg (patrz "Fot. #1") zarywając jego
górną część i przysypując ciała tych Niemców niewielką
warstwą gleby. W rezultacie ich rozkładające się ciała
dawało się wygrzebywać jeszcze w czasach kiedy ja
chodziłem do szkoły podstawowej. Ich rozkładające się
resztki wymieszane były z ładownicami pełnymi
niemieckiej amunicji, a czasami nawet z pozostałościami
ich broni i ekwipunku.
Fot. #1d:
Pistolet maszynowy armii radzieckiej
PPSh-41
z czasów drugiej wojny światowej. Jest on powszechnie
znany pod popularną nazwą "pepesza". To właśnie
z takiej "pepeszy" rozstrzelani zostali młodociani
"obrońcy Milicza" w niemieckich mundurach wojskowych,
którzy w 1945 roku zobarykadowali się w milickim
ratuszu i spalili pierwszy czołg rosyjski
jaki wjeżdżał na rynek Milicza. To właśnie
też takie "pepesze" faktycznie okazały się
jednym z elementów uzbrojenia Armii
Radzieckiej które zadecydowało o wygraniu
drugiej wojny światowej przez Rosjan.
Rosyjska "pepesza" była bronią jakiej
budowa przez Rosjan została faktycznie
zainspirowana przez podobną broń produkcji
fińskiej, oryginalnie noszącą nazwę
Konepistooli m/31 Suomi (Suomi M-31 SMG) -
patrz strona o
fińskiej broni i o historii wojen Fińsko-Sowietskich.
Tamta fińska broń automatyczna (tj. przodek
"pepeszy") była oryginalnie zaprojektowana
w 1931 roku przez niejakiego Aimo Lahti
i bardzo efektywnie używana przez Finów
podczas Radziecko-Fińskiej "wojny zimowej"
w latach 1939-1940. W owej wojnie Rosjanie
ciągle używali jedynie ręcznie ładowane
karabiny. Tak efektywnie byli więc wówczas
bici przez fińskiego przodka pepeszy, że
na podstawie kilku zdobycznych egzemplarzy
zdecydowali się wyprodukować własną wersję
tej efektywnej broni i wprowadzić ją do
masowego uzbrojenia swojej armii już od
1941 roku. Tymczasem Niemcy nie mieli
poprzednio żadnej porażki z przeciwnikiem
dysponującym wysoce efektywną ręczną bronią
maszynową. Wprawdzie we wrześniu 1939 roku
zostali znacząco poturbowani przez polską
piechotę używającą sporo oryginalnie
belgijskich RKM-ów Browning wz. 1928,
jednak Niemcy wygrali tamtą wojnę -
stąd nie czuli się zagrożeni od tego rodzaju broni.
Na podbój Rosji wyruszyli więc wyposażeni
głównie w pojedynczo ładowane karabiny
"Mauser" (Karabiner 98k)
zaprojektowane jeszcze w 1898 roku.
Wprawdzie niektórzy z Niemców mieli
pistolety maszynowe zwane "MP40" albo
Schmeisser,
jednak militarnie pistolet ten był
podrzędny w stosunku do pepeszy
i posiadał sporo wad technicznych.
Przykładowo, jego promień śmiertelnego
rażenia wynosił mniej niż 200 metrów
(pepeszy zaś do 500 metrów), jego magazynek
posiadał 32 naboje (bęben pepeszy -
71 naboi). Często też się zacinał.
Pepesza oraz śmircionośny potok ołowiu
jaki ona rozsiewała w promieniu rażenia
do 500 metrów, okazały się więc dla
Niemców bardzo przykrą niespodzianką.
Na przekór też, że niektórzy co
bardziej świadomi Niemcy gorączkowo
zaczęli wówczas pracować nad własną
wersją pistoletu maszynowego który
by stanowił efektywną przeciw-wagę
dla rosyjskiej "pepeszy", dla szeregu
dziwnych powodów powyzwalanych przez
działanie tzw.
praw moralnych
(np. zbiegu błędnych przekoń Hitlera, biurokracji,
wyroków sądowych, itp. - patrz punkt
#D2 poniżej) ich wysiłki się komplikowały.
Pistolet ten Niemcy opracowali więc
dopiero w 1943 roku. Nazywali go
MP43,
albo "Machine Pistol 43". Do powszechnego
uzbrojenia pistolet ten zdołali jednak
wprowadzić dopiero w końcowej fazie wojny -
kiedy ich przegrana została już zadecydowana
właśnie przez "pepeszę" i przez czołgi "T-34".
(Notabene, ów niemiecki pistolet
maszynowy "MP43", który Niemcy zdołali
wprowadzić do użycia w ostatniej fazie
wojny, też został przejęty i doceniony
przez Rosjan, zaś po niewielkim udoskonaleniu
stał się on przodkiem słynnego
AK-47,
(tj. "Kałasznikowa") - który do dzisiaj
sieje ogromne spustoszenie wśród przeciwników
tych co go używają.)
Warto odnotować, że każda broń, w tym powyższa
pepesza, wygląda z grubsza jak jaszczurka - gdy
oglądana jest od strony rozstrzeliwanego. To zapewne
właśnie dlatego nowozelandzcy Maorysi magiczną
broń prześladujących ich UFOnautów uważali za rodzaj
morderczych jaszczurek nazywanych "moko-moko" - co
dokładniej wyjaśniam na stronie o milickim kościele
Św. Andrzeja Boboli.
* * *
Wystarczy tylko aby przeglądnąć podpisy
pod niniejszą fotografią "Fot. #1d", oraz
pod poprzednią "Fot. #1" aby zrozumieć,
że decydujący o wygraniu dowolnej wojny
wcale nie jest poziom zaawansowania
technicznego, moc ekonomiczna, czy
liczba wojsk, a
poziom moralności
oraz następstwa wynikające z tego poziomu -
np. wola i tradycja historycznego
"uczenia się", usprawniania własnej
strategii, czy "wyciągania wniosków
z tego co się dzieje na frontach".
Niestety, jeśli ktoś przyglądnie
się losom ostatnich wojen, np. Wietnamu,
Kuwejtu, Afganistanu, czy Iraku, wówczas
łatwo odkryje że dzisiejsi wojskowi
i politycy nawet z tych najbardziej
rozwiniętych krajów są "hermetycznie
zamknięci na uczenie się i na wyciąganie
wniosków z lekcji historii". Kiedy
więc w końcu doigrają się oni wojny
z jakimś dorównującym im militarnie
przeciwnikiem którego pozycja reprezentuje
sobą pobudki moralne a stąd który ma wolę
i tradycję uczenia się, wyciągania wniosków,
oraz natychmiastowego wdrażania ustaleń,
losy tych polityków i wojskowych,
a także losy krajów których mają oni
jakoby bronić, będą powtórzeniem losów
Hitlera, jego wspólników, hitlerowskiej
armii, niemieckiej techniki, oraz
powojennej okupacji, podziału i
pokuty Niemiec. Jako osobie
urodzonej w Polsce i gorąco kochającej
swoją pierwszą ojczyznę, jest mi ogromnie przykro,
że zarówno polityczni jak i wojskowi
przywódcy Polski też okazują się należeć
do grupy tychże "lekcjo-szczelnych" którzy
uparcie odmawiają wyciągania wniosków
z lekcji historii - patrz punkt #D2
poniżej. A przecież Polska jest
teraz niezależnym krajem i narodem,
mogłaby więc sobie pozwolić aby
wybrać swoją własną drogę
ku lepszej przyszłości.
Fot. #2: Wygląd ratusza milickiego wzniesionego
w 1851 roku. (Niniejsza ilustracja jest powtórzeniem ilustracji
"Fot. 28" ze strony o mieście
Miliczu.)
Ratusz ten spalony został w trakcie bitwy o Milicz w końcowych
dniach drugiej wojny światowej. Milicz zdobywały wówczas wojska radzieckie
majora Lagina, zaś w ratuszu zabarykadowali się hitlerowcy. W czasach mojej
młodości ruiny tego ratusza ciągle były najbardziej prominentnym składnikiem
milickiego rynku. Z kolei tunele podziemne które wiodły do tego ratusza od
warownego zamku milickiego, były ciągle przechodne jeszcze w czasach
mojego liceum, tj. w latach 1960 do 1964. To właśnie w okolicach owego
ratusza z tuneli podziemnych prowadziły wejścia do licznych lochów w których
w czasach średniowiecza więzieni byli lub zamurowywani żywcem ludzie
niewygodni dla władz miasta.
* * *
Fot. #3:Liceum Ogólnokształcące
Nr 1 w Miliczu.
(Niniejsza ilustracja jest powtórzeniem ilustracji "Fot. 30" ze
strony o mieście
Miliczu.)
Większość "żołnierzy" niemieckich przeciwstawijących się w Miliczu
nacierającej armii radzieckiej była nieletnimi uczniami wstępnych
klas tej właśnie szkoły. Byli oni młodociani, niedoświadczeni, oraz
źle przygotowani do bitwy. Z kolei ich bezmyślny dowódca wybrał
pozycję do walki która była najgorszą z możliwych. Odbierała ona
bowiem możliwość taktycznego wycofania się w przypadku niekorzystnego
obrotu bitwy. Taka zaś beznadziejna pozycja zamieniła ich obronę
w samobójczą misję. W sumie ich opór był więc całkowicie bezsensowny,
zaś ich los był faktycznym skazaniem ich na pewną śmierć przez
własnych przywódców.
Symbolicznie ogromnie znaczącą wymowę ma
też miejsce w jakim nastąpiło rozstrzelanie
owych młodocianych obrońców Milicza w
niemieckich mundurach wojskowych.
Dla rozstrzelania byli oni bowiem postawieni
pod murem budynku który ich rodziny używały
wcześniej do składowania padliny zwierzęcej.
Aczkolwiek żołnierze radzieccy którzy wykonywali
tą egzekucję niemal na pewno NIE mieli pojęcia
do czego ów budynek był używany, ciągle jakimś
nakazem losu zawiedli rozstrzeliwanych Niemców
prosto pod mur owej zwierzęcej trupiarni.
(Ta "zwierzęca trupiarnia" stała po wschodniej
stronie miasta Milicza w dosyć sporej
odległości od pierwszych zabudowań miasta -
tak aby jej smród nie przeszkadzał mieszkańcom.)
W chwili kiedy już wiedzieli że będą
rozstrzelani, przez ich umsły zapewne
przebiegały myśli w rodzaju "umrę teraz
zastrzelony jak zwierzę, zaś moje ciało
będzie gniło jak pobliska padlina zwierzęca".
Haniebna wymowa takiej właśnie ich
śmierci dorównywała jedynie swą symboliką
brakowi godności w rodzajach śmierci które
ich własna ojczyzna wcześniej zgotowała
jeńcom wojennym branym do niewoli przez
wojska niemieckie.
Rozważając tragiczny los tych młodocianych
"obrońców Milicza" w niemieckich mundurach
wojskowych, warto też być świadomym, że
gdyby odmówili oni wykonania rozkazu
Hitlera i starali się uniknąć powołania
do wojska, wówczas też zostaliby "rozstrzelani
za dezercję" - tym razem jednak przez
swych własnych rodaków. W ostatniej
fazie wojny Hitler wydał bowiem rozkaz,
że każdy Niemiec który będzie się uchylał
od wykonania tego bezdyskryminacyjnego
powołania do wojska, ma być natychmiast
rozstrzelany bez żadnego sądu. To właśnie
takie sytuacje w jakiej byli postawieni
owi młodociani obrońcy Milicza - kiedy
to bez względu na decyzję jaką by nie
podjęci, w każdym przypadku czekała na
nich śmierć, nakłaniają do podjęcia
poważnych rozważań omówionych
w punkcie #F3 strony internetowej
memorial,
na temat czy konskrypcja jest faktycznie
legalna w świetle obowiązujących na Ziemi
praw. (Z całą bowiem pewnością konskrypcja -
czyli obowiązkowe powołanie do służby
wojskowej, biegnie przeciwko nakazom
praw moralnych.)
#B3.
Cztery opuszczone groby niemieckich żołnierzy przy polnej drodze do Stawca:
Kiedy główna
grupa harcerzyków w niemieckich mundurach wojskowych
zabarykadowała się w ratuszu, czterech z nich zostało
postawionych przy moście na Baryczy z rozkazem aby
wysadzić ten most w powietrze kiedy pojawią się Rosjanie. Rosjanie
jednak przybyli od południa. Harcerzyki przy moście
widzieli więc na własne oczy, jak po nagłym wybuchu
ogłuszającej strzelaniny, grad rosyjskiego ołowiu i ognia
błyskawicznie zredukował ten ratusz do kupy palących
się gruzów. Rzucili się więc do ucieczki. Prawdopodobnie
pochodzili ze Stawca, bowiem uciekali biegnąc najpierw
wzdłuż dzisiejszej ulicy Krotoszyńskiej, a póżniej w górę
prastarej polnej drogi jaka od rozwidlenia koło
Wszewilek
prowadzi do majątku w Stawcu. (Droga ta to fragment
historycznego "Bursztynowego Szlaku" który kiedyś
prowadził od północnej bramy Milicza, tzw. Bramy
Gnieźnieńskiej, poprzez wieś Stawiec, miasta Rawicz
i Poznań, do Gniezna, potem zaś do Gdańska. Obecnie
biegnie ona w środku pomiędzy dwoma relatywnie nowymi
szosami, z których jedna, wschodnia, prowadzi do
Cieszkowa przebiegając tuż koło budynku wodociągów,
druga zaś, zachodnia, prowadzi do Rawicza). Pechowo
jednak dla tych nieletnich "żołnierzyków", w tym samym
co oni kierunku wysłany został zmotoryzowany patrol
rosyjskich zwiadowców. Oczywiście, bystre oczy patrolu
szybko ich wypatrzyły. Patrol ten miał widać doskonałego
strzelca wyborowego. Ten zdjął ich wszystkich czterech
w odstępach zaledwie kilkudziesięciu metrów od siebie.
Potem jakiś miejscowy dobry samarytanin, który pozostał
na miejscu bowiem uważał się za Polaka, być może jednak
że znał osobiście owych małoletnich "żołnierzy", pochował
ich zwłoki na poboczu owej polnej drogi, tam gdzie padli,
tradycyjnie uszanowując ich groby chełmami wojskowymi
powieszonymi na bagnetach wbitych w ziemię. Z czasem
poginęły jednak nawet owe bagnety i chełmy. Kiedyś
być może ich kości zostaną odkryte przy okazji
czyszczenia pobocza owej drogi.
#B4.
Snajperzy a postronni widzowie:
Rosyjscy
snajperzy mieli naprawdę doskonałego cela. Kiedy
wybuchła strzelanina przy milickim ratuszu, mieszkanka
Wszewilek wyszła przed południową ścianę swojej
stodoły i z ciekawością przyglądała się stamtąd
zaciętej bitwie jaka właśnie toczyła się w Miliczu.
Była ona Polką, autochtonką, a nie Niemką. (Dlatego
nie uciekła w głąb Niemiec, jak uczyniła to wiekszość
pozostałych mieszkańców Wszewilek.) Nacierające
wojsko radzieckie które właśnie przybyło do Milicza
uważała więc ona za "swoich".
Tymczasem rosyjski snajper wszedł na wał Baryczy,
aby sprawdzić czy pod mostem nie ukrywają się jacyś
Niemieccy żołnierze. Snajper ten z wysokości wału
odnotował ową postać stojącą przed swoją stodołą.
Postanowił więc nie ryzykować, że okaże się ona
obserwatorem jakiegoś oddziału postawionym dla
pokierowania ostrzałem. Na przekór więc że odległość
do tej postaci wynosiła ponad 1 kilometr w/g lotu kuli,
ciągle zdołał ją uśmiercić pojedyńczym strzałem.
Biedna padła od "przyjacielskiej kuli".
Jak z tego widać, kiedy w pobliżu prowadzona jest
bitwa, wówczas lepiej dla cywilów jeśli nie wychylają
nosa ze swoich kryjówek.
#B5.
"Epidemia skręceń karku" wśród autochtonów z okolic Milicza:
Okolice Milicza w dawnych czasach należały
do Polski. Sporo więc mieszkańców owych
okolic uważała siebie za Polaków i wcale nie
uciekała w głąb Niemiec przed nacierającą
armią radziecką. Przez jakiś jednak dziwny
niby "zbieg okoliczności" (ja osobiście uważam
że było to doskonale zorganizowane chociaż
starannie ukryte działanie jakiejś
mrocznej mocy),
praktycznie wszyscy z owych autochtonów
o których istnieniu było mi wiadomo, zaraz
po wojnie zostali pouśmiercani na
najróżniejsze sposoby.
Z owych licznych sposobów na jakich uśmiercanie
podmilickich autochtonów miało miejsce, mnie najbardziej
zastanawia "epidemia skręcania sobie karków" przez
autochtonów związanych w jakiś sposób z moją
rodziną. O tym jak tajemniczo "skręcił sobie kark"
jednen z tych autochtonów, którego ja ciągle pamiętam
do dzisiaj jako iskrzącego się humorem miłego,
szczupłego, oraz fizycznie wysoce sprawnego
Pana, mianowicie niejakiego Waloha z Wszewilek,
opisuję to w punkcie #5 strony internetowej
wszewilki.htm - o historii i ciekawostkach wsi Wszewilki.
Z losami mojej rodziny związany był jednak
jeszcze jeden autochton o nazwisku
Haupfman Nietzke von Kolande.
Był on właścicielem majątku ziemskiego
w miejscowości Kolenda oddalonej około
10 kilometrów na wschód od Milicza. To
on zatrudnił mojego dziadka po kądzieli
w charakterze koniuszego - jak to wyjaśniam
w punkcie #B2 strony
o mnie (Dr inż. Jan Pajak).
Na przekór niemiecko-brzmiącego nazwiska,
z powodu swojego rodowodu on także uważał
się za Polaka. Doskonale zresztą mówił
po Polsku. Nie uciekał więc przed nacierającą
armią radziecką. Był on zawodowym żołnierzem -
wówczas już w stanie spoczynku w stopniu
kapitana. Interesowała go więc armia radziecka.
Stąd po wkroczeniu wojsk radzieckich pojechał
motocyklem do Milicza aby zobaczyć rosyjskie
wojsko. Jednak wracając do domu w jakiś
tajemniczy sposób właśnie "skręcił sobie kark".
Pochowany został w rodzinnym grobowcu w
miejscowości Kolenda koło Sulmierzyc. Jego
żona też tam spoczywa, tyle że na cmentarzu
komunalnym.
Część C:
Pozostałości bitwy o Milicz:
#C1. Pozostałości morderczego sprzętu po bitwie o Milicz:
W
czasach zaraz po wojnie istniała też jeszcze
jedna pamiątka po milickim garnizonie niemieckim.
Było nią zatrzęsienie broni i amunicji niemieckiej,
jaka walała się aż w kilku magazynach Milicza.
Jeden z takich magazynów, jaki istniał przy
obecnej ulicy Krotoszyńskiej, składował ogromne
stosy niemieckich karabinów. Aby uniemożliwić
użycie tych karabinów przez nieautoryzowane
osoby, zaraz po wyzwoleniu Rosjanie
poukładali je rzędem wzdłuż krawężnika
obecnej ulicy Krotoszyńskiej, tak że ich lufy leżały
na chodniku, zaś zamki wisiały w powietrzu ponad
jezdnią. Następnie po tak poustawianych karabinach
przejechał się ciężki rosyjski czołg, swoją gąsiennicą
naciskając karabiny tuż przy krawężniku. Gąsiennica
ta działała więc jak nożyce, łamiąc każdy karabin
mniej więcej w obszarze jego zamka. W jakiś czas
po wojnie dzisiejsza ulica Krotoszyńska była więc
zaśmiecona tysiącami tak połamanych niemieckich
karabinów.
Oczywiście Rosjanie nie zdołali odkryć i unieszkodliwić
wszystkich składów poniemieckiej broni i amunicji. Dlatego
młodzi Polacy którzy po wojnie przybyli do Milicza,
używali te pozostałości wojny jako swoiste zabawki.
Przykładowo łowili nimi ryby w Baryczy poprzez
wrzucanie do wody poniemieckich granatów.
Syn mojego sąsiada z Wszewilek właśnie w taki
sposób stacił obie ręce. Kiedy bowiem chciał
ogłuszyć ryby takim poniemieckim granatem,
pechowo trafił na granat jaki był zasabotażowany
na etapie produkcji. (W ostatnim stadium wojny
przy produkcji niemieckiej broni i amunicji zatrudnieni
byli głównie obcokrajowcy, więźniowie i jeńcy wojenni.
Dlatego często sabotażowali oni swoją produkcję,
chociaż gdy zostali przyłapani na owym sabotażu
natychmiast ich rozstrzeliwano.) W rezultacie granat
ten wybuchł w dłoniach syna sąsiada, urywając mu
obie ręce tuż przy obojczykach. Inny, znacznie
większy wypadek nastąpił z ogromnym stosem
niemieckich bomb lotniczych, które leżały za
Cieszkowem po prawej stronie szosy na Zduny.
Jak kiedys opowiadano, widziano tam jakiegoś
ciekawskiego staruszka który opukiwal te bomby
swoją laską. Potem rozległ się straszny huk.
Staruszka już nie znaleziono. Natomiast w miejscu
gdzie leżały te bomby do dzisiaj znajduje się głęboki
lej zapełniony wodą.
Ruiny
ratusza milickiego przez długi czas straszyły powypalanymi
okiennicami w samym centrum rynku. Nawet w drugiej
połowie lat pięćdziesiątych, tj. w czasach kiedy ja chodziłem
do szkoły podstawowej, ciągle dawało się wejść do
obszernych piwnic ratusza przez cały szereg otworów.
Z kolei z owych piwnic dawało się przejść do labiryntu
podziemnych tuneli które istnieją pod Miliczem. (Tunele
te opisane są na stronie internetowej
milicz.htm - o mieście Miliczu.)
Potem jednak ruiny te zostały częściowo uprzątnięte. Na ich
miejscu założono trawnik z kwietnikiem, jaki upiększał
Milicki rynek przez cały szereg następnych lat. Z kolei
ów trawnik z czasem został zamieniony w dreptak
istniejący na rynku milickim w 2004 roku.
#C2. Miejsce składowania gruzu po milickim ratuszu:
Milicki ratusz był relatywnie dużym budynkiem.
Po jego spaleniu pozostała więc ogromna
kupa gruzu na środku milickiego rynku.
Gruz ten zaczęto usuwać już w ramach
pierwszych powojennych robót publicznych miasta Milicza.
Do jego składowania wybrano stare koryto
Baryczy, które przebiegało pomiędzy obecnym
mostem na Baryczy, a pierwszym budynkiem
Milicza - ten dawniej pomalowany na żółto
budynek stojący nad starym korytem Baryczy
kiedyś był milicką garbiarnią. (O starym korycie
Baryczy i o tej garbiarni piszę w punkcie #8.3 strony
wszewilki_milicz.htm - o zwiedzaniu wsi Wszewilki i miasta Milicza.
Obecnie to stare koryto ukryte jest jakieś 5 metrów
głęboko pod nową drogą objazdową która przy moście
na Baryczy oddziela się od drogi do milickiego
rynku.) Gruz ratusza wywożono do owego starego
koryta Baryczy na "lorkach" które pchane były
ręcznie po specjalnie w tym celu ułożonych
szynach wiodących od ratusza aż do Baryczy.
Podobno w gruzie tym było pełno ludzkich
kości. Niezależnie od owego gruzu, do
tamtego powojennego wysypiska śmieci
wywożono też potem wszelkie inne pozostałości
wojny. Pamiętam że aż do czasów kiedy ja
chodziłem do szkoły podstawowej ciągle stały
tam resztki jakiegoś gąsiennicowego pojazdu.
Potem obszar ten zaczął być używany jako
miejskie wysypisko śmieci - aż do jego
całkowitego wypełnienia śmieciami do
dzisiejszego poziomu (które nastąpiło
około 1970 roku).
W czasach tuż po drugiej wojnie
światowej, podziemia kościoła ewangelickiego
z Milicza (tego ze zdjęcia "Fot. 3") dostępne były dla
ciekawskich. Tyle tylko że w owym czasie sam kościół
został już przemianowany na kościół rzymsko-katolicki.
Osobiście znałem kilku młodzieńców, którzy
wchodzili wówczas do owych podziemi. Opowiadali oni,
że podziemia te zapełnione były stosami trumien.
Jeden makabryczny szczegół jaki im rzucał się w oczy,
to wysuszone ciało w niemieckim mundurze, przybite
bagnetem z rosyjskiego karabinu do jednej z tych trumien.
Niemiec ten zapewne był uczestnikiem owego miniaturowego
garnizonu niemieckiego, jaki bronił się w ratuszu milickim.
Podczas gdy jego towarzysze broni się poddali, on zapewne
uciekł z ratusza tunelem podziemnym jaki w owych czasach łączył
ratusz z owym kościołem ewangelickim. Potem ukrywał się przed
Rosjanami właśnie w podziemiach tego kościoła. Pechowo jednak
dla siebie, został on tam przez Rosjan wykryty. Rosjanie przybili
go bagnetem przez serce do stosu owych drewnianych trumien.
Bagnet został następnie obłamany, tak że ciało owego Niemca
zwisało z trumien. Wkrótce potem wyschło jak mumia.
Przez kilka następnych lat ów nieboszczyk w niemieckim mundurze
był makabryczną atrakcją dla przypadkowo odwiedzających te podziemia.
Fot. #4: Stary kościół ewangelicki
z Milicza. (Niniejsze zdjęcie jest powtórzeniem
zdjęcia "Fot. #4" ze strony
"Wszewilki-Milicz" -
opisującej szlaki i najlepsze sposoby zwiedzania
Milicza, a także powtórzeniem fotografii "Fot. 29"
ze strony o mieście
Miliczu.)
Obecnie jest to kościół katolicki pod wezwaniem
Świętego Andrzeja Boboli.
Fotografia z 2003 roku. Kościół ten został zbudowany
w latach od 1709 do 1712. Jego dokładniejszy opis
zawarty jest na odrębnych stronach o kościele
Świętego Andrzeja Boboli
oraz o mieście
Miliczu.
Część D:
Lekcje moralne wynikające z bitwy o Mlicz:
#D1.
Zalecenie
totalizmu:
"popieraj tylko te idee które wymagają abyś dla nich żył a nie umierał":
W 1985 roku opracowana została wysoce
moralna, pokojowa i postępowa filozofia
nazywana
totalizmem.
Jej unikalną cechą jest, że stwierdza ona iż
"dla totalizmu trzeba żyć a nie umierać".
Źródłem takiego właśnie stanowiska totalizmu jest
zbiór surowych praw wszechświata nazywanych
prawami moralnymi.
Prawa te z żelazną ręką rządzą następstwami wszystkiego
co tylko w swoim życiu czynimy. Powodują one m.in., że
tylko te ludzkie osiągnięcia są trwałe, które dokonane zostały
w moralny sposób. (Odnotuj, że termin "moralny" użyty tu
został w swoim totaliztycznym, a nie religijnym, zrozumieniu.
Totalizm
stwierdza bowiem, że "moralne jest wszystko co wynosi
pod górę tzw. 'pola moralnego' każdą z dotykanych tym
stron".) Natomiast wszystkie ludzkie osiągnięcia
które uzyskane zostają w niemoralny sposób, np. poprzez
wojnę lub krzywdzenie innych ludzi, przemijają relatywnie
szybko i w końcowym efekcie powodują swoją odwrotność.
Prawa moralne zastępują je bowiem docelowo przez ich
dokładne przeciwieństwa. Dlatego zgodnie z totalizmem,
za pomocą wojny nigdy nie można osiągnąć nic trwałego,
chyba że jest to wojna czysto obronna. (Dla wojny czysto
obronnej prawa moralne czynią bowiem wyjątek i traktują
ją jako nasz moralny obowiązek - po szczegóły patrz
podrozdział JC11.1 z tomu 7 monografii
[1/4].)
Tą ponadczasową prawdę uświadamia
nam również opisana tutaj historia bitwy o Milicz. Warto o tym
pamiętać, kiedy w życiu skonfrontowani zostaniemy z sytuacją
że musimy zając stanowisko w sprawie jakiejkolwiek wojny czy
agresji. Wszakże zgodnie z totalizmem, prawami moralnymi,
oraz gorzkim doświadczeniem historycznym, zawsze w takich
przypadkach powinniśmy upierać się aby "nigdy więcej".
Jeśli nie wierzymy, że dla agresywnej wojny zawsze trzeba
nalegać aby "nigdy więcej", zastanówmy się przez chwilę co
na temat dzisiejszych następstw ich wojny powiedzieliby wszyscy
ci młodzi ludzie którzy umarli podczas opisanej tu bitwy o Milicz
(bez względu na to czy byliby to polegli Niemcy czy Rosjanie).
Rozważmy czy potwierdziliby oni że tak, dla tego co widzą dzisiaj
naokoło siebie warto im było umierać, czy też również by nam
zalecili aby "nigdy więcej"?
Motto:
"Każda wojna agresywna jest wojną
niemoralną -
dlatego
prawa moralne
dopilnowują aby zawsze w ostatecznym rachunku
przegrali ją agresorzy a wygrali napadnięci."
Na całym szeregu stron internetowych
totalizmu
opisany jest nowo-odkryty rodzaj praw
wszechświata, które silnie wpływają
na nasze życie, a które nazywane są
prawami moralnymi.
Prawa te są ogromnie niezwykłe. Z
jednej bowiem strony działają one
powtarzalnie, bezwzględnie, oraz
nieodwołalnie - tak jak prawa fizyczne.
Przykładowo, moralne "Prawo Bumerangu"
zawsze zwraca dawcy dokładnie tą samą
ilość i rodzaj uczuć jak uczucia które
dawca ten zaserwował komuś innemu.
Zwracanie owych uczuć Prawo Bumerangu
dokonuje równie nieodwołalnie jak
fizyczne prawo "akcji i reakcji" zawsze
zwraca uderzającemu w ścianę siłę
jego własnego uderzenia. Z drugiej
zaś strony, za egzekwowaniem wykonania
praw moralnych stoi nadrzędna
inteligencja i wiedza samego
Boga -
co wyjaśniłem dokładniej w podrozdziale
I3.6 z tomu 5 monografii
[1/5].
Prawa moralne wcale więc nie działają
ślepo i bezwybiorczo - tak jak prawa
fizyczne, a ich działanie znamionuje
niezwykle wysoka inteligencja oraz
zależność od aktualnego przebiegu
pola moralnego.
Przykładowo, jeśli
ktoś zabija, wówczas w normalnej
sytuacji zgodnie z działaniem praw
moralnych też samemu będzie musiał
przeżyć zostanie zabitym, tak aby
doświadczyć na sobie tych samych
doznań co jego ofiary. Jeśli jednak
ktoś zabija w obronie własnej,
wówczas jedyne co go w przyszłości
czeka, to kilka emocji - co dokładniej
wyjaśniam w podrozdziale JC11.1 z
tomu 7 monografii
[1/4].
Prawa moralne nakładają bowiem na każdego
obowiązek obrony przed agresją.
Stąd nie karają one tych co zmuszeni
byli zabijać w obronie własnej.
Wracając jednak do prezentacji
praw moralnych na totaliztycznych
stronach,
to prawa moralne opisane są
nie tylko na stronie o filozofii
totalizmu
oraz na stronie o przeciwieństwie
totalizmu - czyli o filozofii
pasożytnictwa,
ale także na stronach o
nirwanie,
moralności,
karmie,
wehikułach czasu i
Koncepcie Dipolarnej Grawitacji.
Ponieważ w każdej wojnie wszystkie
prawa i zjawiska ujawniają swe działanie
w ekstremalny sposób, również i
działanie praw moralnych najwyraźniej
rzuca się w oczy właśnie w zdarzeniach
zachodzących podczas wojny. Podsumujmy
więc teraz w skrócie te skutki zadziałania
praw moralnych, które stają się klarownie
widoczne już na podstawie opisów z
niniejszej strony dotyczących bitwy
o wyzwolenie Milicza. Oto najważniejsze
z nich:
(1) W ostatecznym rozrachunku każdą
wojnę zawsze przegrywa agresor. Pod
względem moralnym w każdej wojnie następuje
wszakże zmaganie pomiędzy "agresorem" i
"broniącym się". Agresorem według praw moralnych
jest zawsze ten kto wysyła swoją armię aby ta
militarnie zaatakowała nie jego terytorium.
Broniącym się jest dla praw moralnych zawsze
ten kto broni przed ową agresją swe własne terytorium
zaatankowane przez agresora. Prawa moralne
w każdej takiej wojnie mają bardzo proste działanie -
mianowicie zawsze w ostatecznym rozrachunku
powodują one że wojnę tą przegrywa agresor
a wygrywa broniący się. Przykładem takiego
właśnie działania praw moralnych jest nie
tylko druga wojna światowa opisana na tej
stronie, ale praktycznie każda wojna.
W mojej opinii najdoskonalszym przykładem
na takie właśnie działanie praw moralnych
jest wojna Fińsko-Radziecka z lat 1944-5,
przez Finów nazywana "wojną kontynuacyjną"
(tj. "Continuation War"). Wojnę tą wygrali
Finowie, na przekór że walczyli przeciwko
potężnej armii radzieckiej która właśnie
dobijała Niemców. Oczywiście, głównym
powodem dla którego ją wygrali było
zadziałanie praw moralnych. Wszakże w owej
wojnie garstkowa armia Finów reprezentowała
broniących się, podczas gdy potężna armia
radziecka była agresorem. Z kolei Niemców
Rosjanie byli w stanie pokonać tylko ponieważ
prawa moralne ich (Rosjan) traktowały jako
broniących się, zaś armię Hitlera traktowały
jako agresora.
(2) W początkowej fazie każdej wojny
rozwój sytuacji jest taki że jasno i
jednoznacznie on ukazuje kto jest
agresorem a kto broniącym się.
Znaczy, w początkowej fazie każdej
wojny agresor odnosi sukcesy aż do
chwili gdy swoimi działaniami
udokumentuje on każdemu ilustratywnie
że jest właśnie agresorem.
Dopiero potem do akcji wkraczają prawa
moralne i agresor zaczyna stopniowo
przegrywać daną wojnę.
(3) Pojawienie się "czarnej dziury"
w każdej wojnie - jako ostatnie moralne
ostrzeżenie dla agresora. Po początkowych
"olśniewających sukcesach" agresora -
z góry zaplanowanych przez prawa moralne
jako ilustratywna dokumentacja kto jest
agresorem a kto broniącym się, w każdej
wojnie przychodzi następnie okres tzw.
"czarnej dziury". W okresie tym agresor
jest zmuszany do wkładania w wojnę coraz to
większych sił ludzkich i środków materialnych,
które po wrzuceniu na "teatr wojenny" po
prostu znikają tam na zawsze. Doskonałym
przykładem takiej "czarnej dziury" był dla Niemców
front wschodni w drugiej wojnie światowej.
"Czarna dziura" jest rodzajem ostatecznego
moralnego ostrzeżenia które prawa moralne
dają agresorowi pod rozwagę - aby wyperswadować
agresorowi zakończenie danej wojny. Jeśli
jednak dziura ta nie jest w stanie zniechęcić
agresora do kontynuowania wojny, zaś wojna
jest prowadzona nadal, wówczas następuje
trzecia faza wojny ("dobijanie agresora").
W fazie tej agresor doświadcza (zwykle już
na swoim własnym terytorium) wszystkich
tych "przyjemności" które uprzednio zaserwował
napadniętemu na jego terytorium.
(4) Działanie moralnego "Prawa Bumerangu" -
ilość zadanych cierpień równa się ilości
cierpień otrzymanych. Działanie Prawa
Bumerangu objawia się w każdej wojnie w
ten sposób, że strona która zadaje drugiej
jakiś rodzaj cierpień, po pewnym czasie
sama wystawiona zostaje na cierpienia o
dokładnie tym samym charakterze. Jeśli
z jakichś przyczyn cierpienia otrzymywane
mają niższe natężenie niż cierpienia zadawane,
wówczas ich czas trwania się odpowiednio
wydłuża, tak aby totalna ilość cierpień
była dokładnie taka sama po obu stronach.
Prawo Bumerangu powoduje więc że dla cierpień
obowiązuje szczególny rodzaj bilansu energetycznego -
ilość cierpień zadanych zawsze się równa
ilości cierpień otrzymanych. Działanie
tego prawa widoczne jest doskonale na losach
Niemiec po drugiej wojnie światowej. Aczkolwiek
bowiem cierpienia Niemców po wojnie miały
niższe natężenie niż cierpienia które Niemcy
zadali innym podczas swojej agresji, ich cierpienia
rozciągnęły się na znacznie dłuższy okres czasu.
Wcale też ich nie zakończyło obalenie "muru
berlińskiego" w 1989 roku, a trwają one nadal
z powodu nierówności i dysproporcji jakie
powstały w obu częściach Niemiec w wyniku
drugiej wojny światowej.
(5) Prawa moralne przygotowują wynik
każdej wojny na długo zanim wojna ta się
rozpocznie. Wynik każdej wojny jest
przygotowywany przez prawa moralne na
długo zanim wojna ta się rozpocznie.
Przygotowanie tego wyniku "a priori"
jest możliwe dzięki istnieniu tzw.
"przestrzeni czasowej" opisywanej
dokładniej na odrębnych stronach
internetowych, np. na stronie o
wehikułach czasu czy o
Koncepcie Dipolarnej Grawitacji.
Generalnie rzecz biorąc, owo przygotowanie
wyniku polega na stworzeniu dla broniącego
się takiej sytuacji, że ma on jakąś początkowo
nieuświadamianą sobie przewagę nad agresorem
(np. w przypadku drugiej wojny światowej
przewagę tą dawały Rosjanom m.in. dużo
lepsze od niemieckich czołgi T-34, doskonalsza
strategia użycia tych czołgów, oraz "pepesze").
Jednocześnie u agresora prawa moralne
przygotowują złudne wrażenie posiadania
przewagi - np. może on wierzyć w swoją
"siłę ognia" czy w "zaawansowaną technikę".
Jednak w praniu okazuje się potem że w
warunkach w jakie się on nierozważnie
pakuje owe punkty rzekomej przewagi
okażą się całkowicie bezużyteczne.
(6) Żadna wojna nie rozwiązuje problemów
których zaistnienie wykorzystane zostało
przez agresorów jako wymówka dla jej
rozpoczęcia, a jedynie problemy te
nasila - nauczmy się więc negocjować
zamiast bombardować.
Każda wojna po zakończeniu okazuje się
zupełnie bezcelowa. Wyniszcza ona tylko
walczących, jednak nigdy nie rozwiązuje
ich problemów. Dlatego na samym końcu
problemy te ciągle muszą być rozwiązywane
w sposób pokojowy poprzez negocjacje.
Doskonałym przykładem jak przeciwstawne
są wyniki wojny do tych spodziewanych
przez agresora, też może być druga wojna
światowa. Hitler rozpoczął tą wojnę jako
pretekstu używając potrzebę poszerzenia
terytorium Niemiec. Jednak w czasie kiedy
Hitler ją rozpoczynał, Niemcy zajmowały
praktycznie największy obszar w całej
swojej historii. Nie tylko bowiem że
do Niemiec należało wówczas niemal pół
obecnej Polski, ale także dzisiejsza
Austria, Czechy i Słowacja. Ponadto,
gdyby Niemcy mnożyły wówczas swój dobrobyt
a nie wojnę, niemal z całą pewnością w
późniejszym czasie do Niemiec pokojowo
by się także przyłączyła Szwajcaria, Włochy,
oraz Hiszpania - wszystkie owe kraje
już bowiem przed wojną wykazywały takie
tendencje. (Nic tak nie przemawia ludziom
do przekonania jak perspektywa życia
w dobrobycie.) W rezultacie, gdyby Hitler
nie rozpoczął drugiej wojny światowej,
dzisiaj Niemcy byłyby mocarstwem
obejmującym obszar niemal całej EWG,
zaś poziom dobrobytu w owym kraju byłby
wprost niewyobrażalny. Wszyscy jednak
wiemy jak owa sytuacja się zmieniła w
wyniku wojny.
(7) Każda agresywna wojna pozbawia
agresora respektu, poważania, autorytetu
i dobrego imienia. Cechy te mają
z kolei to do siebie, że miną wieki,
a czasami nawet tysiąclecia, a ludzie
ciągle ich brak będą komuś wypominali.
Wszakże powszechnie wiadomo, że to
co ktoś raz uczynił, w sprzyjających
temu warunkach, może on uczynić ponownie.
Dlatego, na przekór że po wojnie politycy
zasypują grzecznościami byłego agresora
i przyjaźnie szczerzą do niego zęby w
dyplomatycznych uśmiechach, wielu z nich
podziela odczucia podbitego narodu i
na dnie umysłu hołduje zasadzie miej
oko na tych naszych byłych agresorów
i nie pozwalaj im zbytnio się rozpanoszyć,
bowiem w sprzyjających warunkach i kiedy
ponownie pojawi się u nich następny wojowniczy
przywódca, mają oni potencjał aby jeszcze
raz zamienić się w potworów jakimi już
kiedyś się udowodnili, albo też zasadzie
"skoro oni napadali już na innych, są
też zdolni do napadnięcia i na nas -
dlatego lepiej trzymać się od nich z
daleka i nie mieć z nimi nic wspólnego".
(8) Losy indywidualnych ludzi walczących
po stronie agresora z upływem czasu upodabniają
się do losów jakie ów agresor zgotował ludziom
walczącym po broniącej się stronie.
Znaczy, do losów walczących po stronie
agresora zastowanie ma prawo moralne
zwane
Prawem Bumerangu.
(9) Każda agresywna wojna odbiera
"wolną wolę" wessanym w nią ludziom.
Szczególnie zaś silnie odbiera ona wolną
wolę u agresora. Jak i dlaczego odbieranie
to następuje, oraz co dokładnie ono
oznacza, wyjaśniam to szczegółowiej
w następnym punkcie #D3 tej strony.
* * *
Zilustrowanie opisanego tutaj działania
praw moralnych najprzejrzyściej jest
uwypuklone w podpisach pod rysunkami
"Fot. #1a" do "Fot. #1d" z niniejszej
strony internetowej.
#D3.
Każda wojna odbiera ludziom "wolną wolę" oryginalnie daną im przez
Boga:
Największym błogosławieństwem które
Bóg
dał człowiekowi, oraz które odróżnia
ludzi od zwierząt, jest świadoma "wolna
wola". Największą też karą jaką można
na kogoś nałożyć, jest właśnie pozbawienie
go tej "wolnej woli". To dlatego jeśli
ktoś jest przestępcą, społeczeństwo
pozbawia go właśnie "wolnej woli"
poprzez zamknięcie w więzieniu.
To też dlatego każdy kto w jakiś
sposób został uwięziony, zaś jego
wolna wola została mu odebrana,
walczy do upadłego aby ją odzyskać.
W historii ludzkości co jakś czas pojawiają
się trendy, za pomocą których jedna grupa
ludzi stara się odebrać wolną wolę innej
grupie ludzi. Najwyraźniejszym przykładem
tych trendów był "ustrój niewolniczy" - w
którym właściciele niewolników odbierali
wolną wolę swoim zniewolonym. Po upadku
ustroju niewolniczego określone grupy
społeczne wymyśliły kolejny sposób na
odbieranie ludziom wolnej woli. Była
to "pańszczyna" - czyli przywiązywanie
chłopów do ziemi i do właścicieli tej
ziemi. Kiedy i ten sposób odbierania
wolnej woli z czasem został obalony,
ponownie określone grupy w ludzkim
społeczeństwie wymyśliły kolejny sposób
odbierania ludziom wolnej woli. Było
to obowiązkowe powoływanie do wojska
wysługujące się wymówką "patriotycznego
obowiązku" - choć faktycznie będące
stawianiem w sytuacji że dana osoba
może zostać zmuszona aby zabijać bez
względu na jej wiarę w Boga, jej osobistą
filozofię, czy przekonania.
(To obowiązkowe powoływanie do wojska omawiam w punkcie #F3
odrębnej strony internetowej o nazwie
Memoriał.
To właśnie ponieważ obowiązkowe powołanie
do wojska łamie nie tylko czyjąś wolną
wolę oraz czyjeś prawa obywatelskie,
ale także przykazania dane nam przez
samego Boga, warto podjąć poważną
dyskusję czy jest ono legalne w świetle
istniejących praw. Z całą bowiem
pewnością jest ono niemoralne.)
Owa też obowiązkowa służba wojskowa,
obok wojny, są obecnie dwoma jedynymi
przeżytkami ustroju niewolniczego
które ciągle pokutują w gronie ludzkości.
Wszakże podobnie jak niewolnictwo,
odbierają one ludziom ową "wolną wolę"
daną im przez
Boga.
Utrata wolnej woli jest nie tylko jedną
z największych kar jakie można nałożyć
na istotę ludzką, ale także ma cały szereg
innych implikacji i to nie tylko moralnych
czy religijnych. Przykładowo, może się ona
przyczynić do utraty zdrowia. Powodem jest,
że tylko ci co posiadają wolną wolę mogą
dla siebie generować tzw.
energię moralną -
czasami nazywaną również energią "zwow" -
od słów "zasób wolnej woli". Owa
energia "zwow" jest absolutnie niezbędna
istotom ludzkim do życia i do zdrowia.
Przykładowo, ludzie którzy mają niedobór
tej energii zwow natychmiast wpadają w stan
depresji i nic z tej depresji NIE jest w stanie
ich wyleczyć aż nie odbudują w sobie poziomu
zwow - tak jak to opisano w punkcie #C5
strony internetowej o filozofii
pasożytnictwa.
To właśnie dlatego cywilizacje kosmiczne
których obywatele z uwagi na panujący u
nich ustrój niewolniczy pozbawieni zostali
swojej wolnej woli, nie są w stanie generować
niezbędnej im energii "zwow". Dlatego takie
cywilizacje kosmiczne zmuszone są do
rabowania
niezbędnej im energii "zwow" od innych
cywilizacji - w tym od cywilizacji ziemskiej
(po szczegóły patrz punkt #E1 ze strony
memoriał).
Energię życiową generowaną ze "zwow" przez ludzi posiadających
wolną wolę daje się od tych ludzi odssysać (tj. rabować)
oraz potem nasycać nią innych. Urządzenia używane
do takiego "odsysania" energii życiowej, oraz do nasycania
nią swoich, są szeroko używane przez UFOnautów
na ludziach uprowadzanych na pokłady UFO.
Oba ich rodzaje (tj. zarówno urządzenia odsysające,
jak i urządzenia nasycające) opisane są w traktacie
[3b].
Urządzenie do odsysania tej energii w [3b] nazywane
jest "komorą zimna" - np. patrz tam akapity nr {5550}
i {5120}. Ciekawe, że UFOnauci rabujący ową energię
mogą się obywać bez snu - co sugeruje że konwersja
energii zwow w energię życiową odbywa się podczas
snu. Interesujące jest też, że UFOnauci którzy nie jedzą
mięsa usilnie propagują "wegetarianism" wsród
ludzi - najwyraźniej energia życiowa przenosi w sobie
upodobania smakowe z rabowanego na rabującego.
Więcej na temat obu tych energii wyjaśnione jest
w podrozdziale I5.6 z tomu 5 monografii
[1/5].
Przykład jednego z licznych sposobów na
jakie wojna odbiera ludziom ich wolną wolę
zilustrowany został na "Fot. #5" poniżej.
Fot. #5:
Przykład sytuacji stwarzanej przez wojnę, w
której wszystkim wessanym w nią ludziom wojna
odebrała "wolną wolę". (Kliknij na to zdjęcie
aby obejrzeć je w powiększeniu.) Sytuacja ta
przestawia sobą typową scenę rozstrzeliwania
patriotów koreańskich przez okupantów japońskich.
Scena ta została wiernie zrekonstruowana w
"Independence Hall of Korea" mieszczącym
się w miejscowości Cheonan z Korei Południowej.
(Faktycznie treść tej sceny posiada związek
z moimi opisami życia w Korei, zaprezentowanymi
na odrębnej stronie internetowej o nazwie
Korea.)
Scena ta wyraźnie ilustruje jak wojna odbiera
"wolną wolę" wessanym w nią ludziom. Przykładowo,
każdy z żołnierzy japońskich dokonujących tego
rozstrzeliwania musiał zabijać kogokolwiek by
mu nie podstawiono pod lufę i to bez względu na
swoją wiarę w
Boga
czy na osobiste przekonania.
(Niektórzy z rozstrzeliwanych byli kobietami.)
Gdyby bowiem nie zabił, wówczas sam by został
zastrzelony pod pretekstem odmowy wykonania
rozkazu. Z kolei niemal każdy z rostrzeliwanych
przyznał się do zarzucanych mu "przestępstw"
tylko dlatego że Japończycy otrzymywali od
swojego rządu nakazy ilu Koreańczyków musi
się przyznać do przestępstw i następnie zostać
rozstrzelanych. Aby więc wywiązać się z przydzielonych
im liczb, Japończycy używali bardzo
"perswazyjnych" metod wymuszania "przyznania
się", takich jak wyrywanie kleszczami paznokci,
przypalanie gorącymi prętami, przepełnianie
wodą i następne wskakiwanie na żołądek ofiary,
wyrywanie żywcem genitalii, itd., itp.
Przy takich "metodach przesłuchiwania"
niemal każdy przyznawał się do wszystkiego
co mu zarzucano.
W tym miejscu warto odnotować, że powyższa
sytuacja symbolizuje większość sytuacji
jakie pojawiają się podczas wojny, a jakich
końcowym efektem jest właśnie odebranie
ludziom ich wolnej woli. Przykładowo, owi
nieletni "obrońcy Milicza" opisani w punkcie
#B1 i w podpisie pod "Fot. #3" z tej strony,
też byli postawieni właśnie w takiej sytuacji.
Hitler wszakże wydał rozkaz, że każdy
mężczyzna zdolny do noszenia broni ma
zostać wcielony do wojska, zaś jeśli
odmówi - ma zostać natychmiast rozstrzelany.
Gdyby więc owi młodociani obrońcy Milicza
odmówili wcielenia do wojska, wówczas
zostaliby rozstrzelani przez własnych
rodaków. Skoro zaś nie odmówili tego
rzekomego "patriotycznego obowiązku" -
zostali rozstrzelani przez Rosjan.
Część E:
Podsumowanie, oraz informacje końcowe tej strony:
#E1.
Podsumowanie tej strony:
Strona ta wiąże ze sobą informacje
na dwa ogromnie dla nas istotne tematy.
Z jednej strony ujawnia ona fakty na
temat "bitwy o Milicz", które są mi
doskonale znane z rodzinnych opowiadań.
Ponieważ zaś bitwa ta zawierała esencję
wszystkich bitew świata, strona ta
ujawnia atmosferę która bitwom towarzyszy.
Z drugiej strony uwypukla ona mechanizmy
działania praw moralnych, które dają
się nam odnotować za pośrednictwem
zdarzeń z owej bitwy o Milicz. Mam
nadzieję, że czytelnik
znalazł oba
te tematy interesującymi i że wyciągnął
z niniejszej ich prezentacji właściwe
wnioski na przyszłość.
Aktualne adresy emailowe autora tej strony,
pod jakie można wysyłać ewentualne uwagi
lub zapytania, podane są na stronie
o mnie (Dr inż. Jan Pająk).
Tam również dostępne są adres pocztowy
i numery telefonu autora.
#E3.
Nawet najwięksi sceptycy
prawdopodobnie odnotowali już owe
sabotażujące plansze błędowe -
które nachalnie pokazują się
na każdej stronie internetowej
totalizmu -
włączając w to i niniejszą stronę:
Te plansze nachalnie wmawiające
istnienie rzekomych błędów, prześladują
każdą stronę internetową totalizmu
i zniechęcają oglądających ją ludzi.
Są one kolejnym z niezliczonych sabotaży
jakim
UFOnauci
skrycie okupujący Ziemię poddają wszystko
co dotyczy totalizmu. (Kiedy plansze
te się pokażą, najlepiej jest kliknąć
w nich na "X" lub na "No".) Nawet dla
największych sceptyków owe nachalne
plansze nieistniejących błędów
powinny być wizualnym dowodem że
jakaś złośliwa i dobrze ukryta moc
faktycznie sabotażuje i niszczy
strony totalizmu oraz wszystko inne
co z totalizmem się wiąże. Wszakże
jeśli ktoś skopiuje owe strony do
swojego własnego komputera, błędy
te nagle znikają. Strony totalizmu
wogólne nie używają przecież skryptu,
zaś ten rodzaj plansz błędowych może
się pojawić tylko przy obecności źle
napisanych skryptów. (Strony totalizmu
są programowane w języku HTML - całkowicie
bez użycia skryptów.) UFOnauci sprytnie
wstawiają cichcem owe plansze do oprogramowania
systemowego wszystkich serwerów które
goszczą strony totalizmu. Te szczególne
plansze błędów pojawiają się też wyłącznie
na stronach totalizmu. Wszakże ich
jedynym celem jest skryte sabotażowanie
owych stron bez pozostawiania śladu kto
dokonuje owych sabotaży. Na przekór jednak
owego nachalnego sabotażowania i jego dowodów
rzucających się w oczy na każdym kroku,
nadal tylu naiwnych ludzi nie chce
uwierzyć, że Ziemia jest jednak skrycie
okupowana przez szatańskich UFOnautów
jakich działania i intencje totalizm
stara się zdemaskować.
If you prefer to read in English
click on the flag
(Jeśli preferujesz język angielski
kliknij na poniższą flagę)
Data założenia niniejszej strony: 5 czerwca 2004 roku.
Data najnowszego jej aktualizowania: 30 kwietnia 2008 roku.
(Sprawdź pod adresami z "Menu 3" czy już istnieje nawet nowsza aktualizacja!)