Bitwa o Milicz
(2-jezycznie po angielsku For English version click on this flag i polsku Dla polskiej wersji kliknij na ta flage)
Uaktualizowano:
30 kwietnia 2008


Kliknij "X" lub "No" jeśli sabotażująca plansza rzekomych błędów usiłuje przeszkodzić w oglądnięciu tej strony.



Menu 1:

(Wybór języka:)


(Strona główna:)

Index

(Tu po polsku:)

Bitwa o Milicz

Milicz

Św. Andrzej Bobola

Liceum Ogólnokształcące w Miliczu

Klasa Pani Hass z LO Milicz

Wszewilki

Zwiedzaj Wszewilki i Milicz

Wszewilki jutra

Zlot "Wszewilki-2007"

Unieważniony Zjazd "2007"

Poprzedni Zlot "2006"

Raport Zlotu "2006"

Wrocław

Malbork

Tapanui

Nowa Zelandia

Korea

Hosta

Darmowa energia

Telekinetyczne ogniwo

Grzałka soniczna

Telekineza

Strefa wolna od telekinezy

Telepatia

Sejsmograf

Artyfakt

Koncept Dipolarnej Grawitacji

Totalizm

Pasożytnictwo

Karma

Prawa moralne

Wehikuły czasu

Napędy

Magnokraft

Komora oscylacyjna

Militarne użycie magnokraftu

Dowody działań UFO na Ziemi

UFO

Chmury-UFO

Bandyci wśród nas

Tornado

Huragany

Katrina

Lawiny ziemne

Zburzenie hali w Katowicach

Ludobójcy

26ty dzień

Przepowiednie

Plaga

Podmieńcy

WTC

Columbia

Kosmici

UFOnauci

Zło

Antychryst

O Bogu

Nirwana

Biblia

Prawda

O mnie (Prof. dr inż. Jan Pająk)

Poszukuję pracy

Aleksander Możajski

Świnka z chińskiego zodiaku

Zdjęcia ozdobnych świnek

Owoce tropiku

Uzdrawianie

Ewolucja ludzi

Wszystko-w-jednym

Grecka klawiatura

Rosyjska klawiatura

Rozwiązanie kostki Rubika 3x3=9

Rozwiązanie kostki Rubika 4x4=16

Lepsza ludzkość

Partia totalizmu

Absolwenci 1964

Absolwenci 1970

FAQ - częste pytania

Replikuj

Memoriał

Sabotaże

Menu 2

Menu 4

Źródłowa replika tej strony

Tekst [8p]

Tekst [7]

Tekst [7/2]

Tekst [7b]

Tekst [6/2]

Tekst [5/4] 1, 2, 3

Tekst [4c]: 1, 2, 3

Tekst [4b]

Tekst [3b]

Tekst [2]

Tekst [1/3]: 1, 2, 3

X tekst [1/4]:

Monografia [1/4]:
P, 1, 2, 3, E, X

Monografia [1/5]:


(In English here:)

Battle for Milicz

Milicz

St. Andrea Bobola

Wszewilki

Wszewilki of tomorrow

Wrocław

Malbork

Tapanui

New Zealand

Korea

Hosta

Free energy

Telekinetic cell

Sonic boiler

Telekinesis

Telekinesis Free Zone

Telepathy

Seismograph

Artefact

Concept of Dipolar Gravity

Totalizm

Parasitism

Karma

Moral laws

Time vehicles

Propulsion

Magnocraft

Oscillatory Chamber

Military use of magnocraft

Evidence of UFO activities

UFO

Cloud-UFOs

Bandits amongst us

Tornado

Hurricanes

Katrina

Landslips

Demolition of hall in Katowice

Predators

26th day

Plague

Changelings

WTC

Columbia

Aliens

UFOnauts

Evil

Antichrist

About God

Nirvana

The Bible

Truth

About me (Prof. Dr Eng. Jan Pajak)

My job search

Aleksander Możajski

Pigs from Chinese zodiac

Pigs Photos

Tropical fruit

Healing

Evolution of humans

All-in-one

Greek keyboard

Russian keyboard

Solving Rubik's cube 3x3=9

Solving Rubik's cube 4x4=16

Better humanity

Party of totalizm

FAQ - questions

Replicate

Memorial

Sabotages

Menu 2

Menu 4

Source replica of this page

Text [8e]

Text [7]

Text [7/2]

Text [6/2]

Text [5/3]

X text [2e]

Text [2e]: 1, 2, 3

X text [1e]

Text [1e]: 1, 2, 3

X text [1/4]:

Monograph [1/4]:
E, 1, 2, 3, P, X

Monograph [1/5]:


(Auf deutsch:)

Freie Energie

Telekinesis

Moralische Gesetze

Totalizm

Über mich


(En français:)

Énergie libre

Telekinesis

Lois morales

Totalizm

Au sujet de moi


(En espańol:)

Energía libre

Telekinesis

Leyes morales

Totalizm

Sobre mí


(In italiano:)

Energia libera

Telekinesis

Leggi morali

Totalizm

Circa me




Menu 2:

(Przesuwne)

(Oto wykaz wszystkich stron z TEGO serwera, w zestawieniu językowym - w 8 językach. Wybierz interesującą Cię stronę manipulując suwakami, potem kliknij na nią aby ją uruchomić:)

Tu powinna być wyświetlona strona menu2.htm.

(Ten sam wykaz daje się też wyświetlić z "Menu 1" poprzez kliknięcie tam na pozycję "Menu 2".)



Menu 3: (Alternatywne adresy internetowe tej witryny, np.:)

energia.sl.pl

milicz.fateback.com

storm.prohosting.com/craters

timevehicle.150m.com

www.totalizm.pl

i.1asphost.com/1964

evil.thefreehost.biz

fruit.sitesled.com

karma.freewebpages.org

nirvana.scienceontheweb.net

wszewilki.greatnow.com




Menu 4:

(Przesuwne)

Oto wykaz wszystkich moich stron ze wszystkich serwerów. Strony te najpierw zestawione są językami (tj. jako strony po polsku, angielsku, niemiecku, francusku, hiszpańsku, włosku, grecku, oraz rosyjsku.) Dla każdego zaś języka strony zestawione są przedmiotowo. Wybierz interesującą Cię stronę manipulując suwakami, potem kliknij na nią aby ją uruchomić:

Tu powinna być wyświetlona strona menu.htm.

(Ten sam wykaz daje się też wyświetlić z "Menu 1" poprzez kliknięcie tam na pozycję "Menu 4".)


Każda śmierć jest smutna. Śmierć młodzieży zasmuca jednak najbardziej. Jest też nieopisaną stratą dla naszej cywilizacji.

Część A: Informacje wprowadzające tej strony:

       W południowo-zachodniej Polsce istnieje niewielkie miasteczko Milicz. Reszta Polski wie niewiele na jego temat, bowiem poza rozległymi lasami, licznymi komarami, pachnącymi lipami, oraz zatrzęsieniem smacznego karpia, Milicz nie jest świadom posiadania atrakcji które mógłby zaoferować przyjezdnym z dalekiego świata. Miasteczko nawykło wiec do wiedzenia swego półsennego żywota, rezygnując z zabiegania o względy buszującego życiem świata. Tymczasem ma ono w sobie coś, czego w innych miastach tak wyraźnie nie widać. Mianowicie, ma ono ogromnie edukacyjną historię. Przykładowo, ma w swej niedawnej historii bitwę, która faktycznie jest moralnym podsumowaniam wszystkich bitew świata. Niniejsza strona jest właśnie o owej "bitwie o Milicz". Wszystko co strona ta opisuje faktycznie zaistniało w rzeczywistym życiu.


#A1. Kiedy i co zamotywowało mnie do przygotowania tej strony:

       Około 1985 roku odkryłem istnienie i działanie niezwykłych praw wszechświata zwanych prawami moralnymi. Z czasem odkryłem również, że prawa owe z równie żelazną ręką rządzą zarówno losami indywidualnych ludzi, jak i całych narodów, państw, a nawet całych planet. Na temat owych niezwykłych praw piszę więcej w punkcie #D2 tej strony. Ponieważ moim zawodem jest ogromnie szlachetny zawód nauczyciela, wśród owych praw moralnych moją szczególną uwagę zwróciło prawo moralne stwierdzające że "każde wydarzenie ze świata fizycznego Bóg realizuje w taki sposób, aby maksymalizowało ono swój nauczający wpływ na ludzi". Kiedy więc w czerwcu 2004 roku zacząłem spisywać historię Milicza znaną mi dobrze z rodzinnych opowiadań, moją uwagę zwrócił fakt, że bitwa o Milicz mająca miejsce w ostatniej fazie drugiej wojny światowej podsumowywała sobą moralną esencję wszystkich bitew świata. To zainspirowało mnie aby w jakiś sposób tą moralną esencję owej bitwy o Milicz wydobyć na światło dzienne i ukazać czytelnikowi. Aczkolwiek zapewne więc w sposób ciągle niedoskonały, po wielu kolejnych usprawnieniach mam nadzieję niniejsza strona realizuje sobą tamten mój zamiar.


#A2. Jakie są cele tej strony:

       Głownym celem niniejszej strony internetowej oraz materiału ilustracyjnego który zaprezentowałem tutaj czytelnikowi, jest opublikowanie mojej dokumentacji faktologicznej na podparcie tezy, że "losami każej wojny i każdej bitwy w ogólności, zaś drugiej wojny światowej i bitwy o Milicz w szczególności, z żelazną ręką rządzą właśnie prawa moralne". Dodatkowym zaś jej celem jest zwrócenie uwagi czytelnika na prosty fakt, że każda wojna jest ogromnie niemoralna, że każda wojna jest bezsensowna, że każda wojna jest mordercza i niszczycielska, że wojna nigdy nie rozwiązuje problemów pojawienie się których dostarczyło wygodnej wymówki dla jej rozpoczęcia, oraz że wszyscy razem i każdy z nas z osobna powinniśmy czynić wszystko co w naszej mocy aby nasza cywilizacja nigdy więcej nie musiała przeżywać ani jednej kolejnej wojny. Przy okazji owych celów, na niniejszej stronie pokazuję także jak naprawdę wygląda wojna i "bitwa o Milicz" oglądana z perspektywy zwykłych i często niewinnych ludzi, którzy zostali wessani w jej wir.

Część B: Bitwa o Milicz:

      

#B1. Przebieg bitwy o Milicz:

       Był wówczas piękny słoneczny dzień końcowego okresu wiosny. Wokoło było pełno kwiatów, zaś powietrze przesiąknięte było zapachem życia i nadziei. W tak piękny dzień jest szczególnie przykro umierać. Wokoło panowała wówczas jednak absolutna cisza. Wszakże niemal wszyscy mieszkańcy Milicza i okolicznych wsi już dawno uciekli w głąb Niemiec. Ci zaś nieliczni którzy uważali się za Polaków i dlatego pozostali na miejscu, siedzieli wystraszeni poukrywani w swoich domach i piwnicach. Z jakichś powodów podobno nawet ptaki wówczas zamilkły jakby w oczekiwaniu na jakąś tragedię. Po pewnym czasie w owej absolutnej ciszy dał się słyszeć odległy ryk dziesiątków motorów czołgowych, jak zwolna połznął on w kierunku Milicza od południa. Już sam ten ryk musiał wystarczać aby przyprawić o zawał serca co słabszych z natury. W jakiś czas później czołgi te ryczały i dudniły już po ulicach Milicza. Po chwili dało się słyszeć ogłuszającą eksplozję niemieckiej "pancernej pięści" ("Panzerfaust"). Zaraz po tej eksplozji rozległy się rozpaczliwe krzyki kilku Rosjan jacy pieczeni byli żywcem nie mogąc się wydostac z płonącego czołgu. Nad środkiem Milicza wzniósł się słup czarnego jak smoła dymu z palącego się czołgu. Po tej eksplozji poprzednio ogłuszający ryk czołgów na chwilę jakby się zniżył do szeptu. Sprawiało to wrażenie jakichś potworów naradzających się sekretnie co dalej czynić. Po chwili jednak czołgi rozryczały się ponownie, zwolna rozpełzujac się po uliczkach Milicza i okrążając ratusz naokoło. Nagle wszystkie razem zaczeły strzelać. Grzmoty wystrzałów ich armat niemal zlewały się ze sobą. Jednocześnie ratusz buchnął płomieniami podpalony miotaczami ognia rosyjskich żołnierzy którzy podkradli się do niego i razili go z kamieniczek położonych po południowej stronie rynku. Ratusz szybko zaczął się walić w gruzy. W chwilę później zapanowała cisza. Nawet czołgi powygaszały swoje motory. Ciszę tą przerwało potem jedynie kilka długich serii z "pepeszy" (PPSh-41, patrz "Fot. #1d" poniżej), oraz załosne krzyki tych umierających Niemców, których kule nie od razu uśmierciły. Pojedyńcze wystrzały z pistoletu poucinały jednak nawet i te krzyki.
       Najbardziej w tym wszystkim makabryczne było, że owi młodzi ludzie z obu walczących stron, którzy nawzajem wymordowali się w Miliczu, faktycznie byli jak każdy z nas, znaczy kochali kogoś, sami byli przez kogoś kochani, mieli swoje marzenia i nadzieje, patrzyli optymistycznie w przyszłość, itp. Gdyby spotkali się w innych czasach lub innych warunkach, niemal z całą pewnością zostaliby przyjaciółmi. Jednak polityczne ambicje ich przywódców, a także szatańskie moce jakie obecnie kontrolują naszą planetę, spowodowały że zamiast żyć i dać innym pożyć, zmuszeni zostali aby zabijac i być zabijani. Zastanówmy się przez chwilę kto naprawdę popycha ludzi do mordowania swoich bliźnich. Czy są to inni ludzie, czy też przywódcy-podmieńcy działający na Ziemi z ramienia owych szatańskich istot w których mocy Ziemia ciągle do dzisiaj się znajduje, a które od wieków nazywane były diabłami, serpentami, szatanem, złymi czarownikami, itp., zaś ostatnio nazywani są UFOnautami. Wszakże jeśli się dokładniej przyglądnąć zdjęciom przywódców z okresu drugiej wojny światowej, u niemal wszystkich tych przywódców włosy nad czołem porastały pod górę głowy - który to szczegół anatomiczny wcale NIE jest typowy dla ludzi zamieszkujących Ziemię. Jeśli zaś nadal masz wątpliwości kto naprawdę kryje się za całym złem piętrzącym się na Ziemi, poczytaj sobie o UFOnautach z totaliztycznych stron katowice.htm, evil_pl.htm. predators_pl.htm, czy ufo_pl.htm.
* * *
       Zauważ że można zobaczyć powiększenie każdej fotografii z niniejszej strony internetowej, poprzez zwykłe kliknięcie na tą fotografię. Ponadto większość wyszukiwarek jakie obecnie są w użyciu, włączając w to także popularny "Internet Explorer", pozwala również na załadowanie każdej ilustracji do swojego własnego komputera, gdzie można jej się do woli przyglądać, gdzie daje się ją redukować lub powiększać, a także drukować, za pomocą posiadanego przez siebie software graficznego.

Fot. #1.

Fot. #1: Czołgi które wygrały drugą wojnę światową. Powyższe zdjęcie pokazuje czołg T-34 produkcji radzieckiej. To właśnie taki czołg został zniszczony "pancerną pięścią" w chwili wjazdu na rynek Milicza. Jego wypalony szkielet przez spory czas potem straszył na wlocie do milickiego rynku w wąskiej uliczce wiodącej do rynku od zamku. Natomiast jego upieczona żywcem załoga pochowana została w Miliczu.
       Fot. #1a (pokazane powyżej): Radziecki czołg T-34. Okazał się on najlepszym czołgiem drugiej wojny światowej. Faktycznie też w powiązaniu z doskonałą strategią jego użycia stosowaną przez wojska radzieckie, to właśnie on wygrał ową wojnę. Strategia Rosjan w użyciu tego czołgu polegała na bardzo szybkim wbijaniu dwóch potężnych kolumn takich czołgów wiozących piechotę na swoich grzbietach w opierający się im front niemiecki. Kiedy zaś obie kolumny się spotykały jakiś dystans od frontu, zamykały one "kocioł" poczym dokumentnie anihilowały wszystkich Niemców którzy się w kotle tym znaleźli. Z tego powodu, poprzez systematyczne stosowanie takiej strategii wbijania się dwóch kolumn we front, otaczania nimi jakiejś jednostki niemieckiej, oraz następnego systematycznego wycinania w pień wszystkich okrążonych, Niemcy wkrótce przestali mieć na froncie wschodnim wystarczającą liczbę żołnierzy aby móc się efektywnie bronić. Front ten szybko też dał się Niemcom poznać jako rodzaj "czarnej dziury" w którą bez przerwy wysyłani musieli być nowi żołnierze aby tam znikać na zawsze. Jak też wiadomo, w drugim etapie wojny żołnierze niemieccy otrzymanie rozkazu odkomendowania na front wschodni traktowali jak wyrok śmierci na siebie.
       Dla odmiany strategia aliantów była bardzo przestarzała i zupełnie nie wykorzystywała szybkości, operatywności ani mocy uderzenia czołgów. Mianowicie alianci atakowali Niemców "ławą", wypierając ich na całym froncie równocześnie, jednak w zasadzie nie okrążając ani nie anihilując. Czołgi u aliantów pełniły więc rolę podobną jak ostatnio w Iraku, tj. tylko jakby rodzaju samobieżnych dział i maszynówek z własnym pancerzem chroniącym ich załogi przed ogniem drobnej broni. Z powodu tej nieefektywnej strategii relatywnie niewielkie siły niemieckie zachodniego frontu były w stanie długo powstrzymywać całą armię alianckę przed wyzwoleniem Europy.
       Powyższy czołg "T-34" wszedł do seryjnej produkcji w 1936 roku. Ważył on 32 tony. Był 6.1 metra długi, 3 metry szeroki, oraz 2.45 metra wysoki. Obsługiwany był przez załogę 5-cio osobową. Jego prędkość maksymalna wynosiła 56 km/godź. Miał on działo 85 milimetrowe, o zasięgu efektywnego ostrzału 3 050 metrów. Miał on też całą masę udoskonaleń technicznych które dodatkowo zwiększały jego przewagę i efektywność. Przykładowo, wszystkie boczne powierzchnie pancerza były nachylone. Odbijały więc nadlatujące pociski. Aby go zniszczyć konieczne było trafienie dokładnie w jeden z jego nielicznych słabych miejsc, np. pomiędzy korpus i wieżyczkę. Jego pancerz był karbowany - uniemożliwiał więc przyklejanie się min magnetycznych. Jego konstrukcja była prosta i niezawodna. Rzadko więc się psuł i był łatwy do naprawy. Niemal pod każdym więc względem technicznie górował on nad innymi czołgami swego okresu.
       Fot. #1b (kliknij na niniejszy "zielony" napis aby zobaczyć to zdjęcie): Amerykański czołg M4A3E8 Sherman. Był on szeroko stosowany przez siły alianckie na zachodnim froncie drugiej wojny światowej. Z uwagi jednak na mało efektywną strategię sił alianckich, czołg ten nie odegrał żadnej wiodącej roli w wygraniu owej wojny. W czasie bowiem kiedy czołgi radzieckie systematycznie wyniszczały i spychały wojska niemieckie na obszarze od Moskwy aż daleko poza Berlin, siły alianckie z wielką trudnoścą wyparły ławą Niemców jedynie z kilku małych kraików położonych wzdłuż zachodnich brzegów Europy.
       Czołg "Sherman" ważył 34 ton. Był 7.5 metra długi i 3 metry szeroki. Obsługiwany był przez załogę 5-cio osobową. Jego prędkość maksymalna wynosiła 48 km/godź. Miał on działo 76 mm. Był on jednak relatywnie łatwy do zniszczenia. Jego pancerz posiadał wiele pionowych powierzchni, był więc łatwy do przebicia przez pociski kumulacyjne. Gładka powierzchnia pancerza ułatwiała przyklejanie się min magnetycznych. Skomplikowana konstrukcja pomniejszała jego niezawodność i wydłużała naprawy. Duże zużycie paliwa ograniczało jego operatywność. Chociaż więc wyglądał on imponująco, faktycznie w militarnym sensie był on zwykłą "siedzącą kaczką" która czekała na odstrzał.
* * *
       Fot. #1c (kliknij na niniejszy "zielony" napis aby zobaczyć te zdjęcia): Pisząc o czołgach które wygrały drugą wojnę światową, warto też wskazać i czołg który przegrał tą wojnę - krótko też informując "dlaczego". Oto więc najdoskonalszy niemiecki czołg z czasów drugiej wojny światowej nazywany Panther. Podobnie jak wojska alianckie, również i Niemcy nie potrafili jednak w pełni wykorzystać zdolności bojowych tego czołgu. Cała bowiem ich strategia jego użycia bazowała na doświadczeniach w użyciu czołgów zdobytych podczas pierwszej wojny światowej. Na dodatek do przestarzałej i nieodpowiedniej strategii jego użycia, czołg ten posiadał też wiele wad. Przykładowo, był zbyt "wysoki" (54 cm wyższy od rosyjskiego T-34) - a stąd łatwiejszy do trafienia, był wolny - co okazywało się fatalne w gonitwach po dużych przestrzeniach Rosji, był też "delikatny" - a stąd niezbyt dobrze się sprawował w trudnych warunkach terenowych, jego konstrukcja była bardzo skomplikowana oraz zawierał niepotrzebnie dużo części - stad jego naprawy były długie, zaś ilość części zamiennych jakie wymagał - duża. Miał też sporo "słabych punktów".
       Budowę czołgu "Panther" podjęto w 1942 roku z zamiarem zastąpienia nim jego poprzedników "Panzer IV" i "Panzer III" które pod każdym względem okazały się militarnymi niewydarzeńcami. Do końca wojny wyprodukowano około 4800 tych czołgów "Panther". Ważył on 44.8 ton. Był 6.87 metra długi, 3.42 metry szeroki, oraz 2.99 metra wysoki. Obsługiwany był przez załogę 5-cio osobową. Jego prędkość maksymalna wynosiła 46 km/godź. Miał on działo 75 mm o zasięgu 3 km. (Jednak z odległości 3 km jego pociski nie były już w stanie przebić pancerza czołgów T-34.) Był on jednak relatywnie łatwy do zniszczenia. Jego pancerz też posiadał kilka niemal pionowych powierzchni jakie nie odbijały pocisków. Gładka powierzchnia pancerza ułatwiała przyklejanie się min magnetycznych. Skomplikowana konstrukcja pomniejszała jego niezawodność i wydłużała naprawy. Powolność ograniczała jego operatywność na ogromnych przestrzeniach Rosji. Chociaż więc był najdoskonalszym z całej rodziny pięcu kolejnych udoskonaleń niemieckiego czołgu "Panther", nadal był on daleki od dorównania swemu głównemu przeciwnikowi - radzieckiemu czołgowi T-34 (ze zdjęcia powyżej).

#B2. Walka o ratusz w Miliczu:

       Przed wojną Milicz miał interesujący ratusz. Jego wygląd pokazany jest na fotografii "Fot. #2" z niniejszej strony (która jest powtórzeniem fotografii "Fot. 28" ze strony o mieście Miliczu.) Niestety ratusz ten został zniszczony w trakcie wyzwalania Milicza przez wojska Radzieckie. W ratuszu tym bowiem zajął pozycję obronną miniaturowy garnizon niemiecki jaki zamierzał bronić Milicza. Garnizon ten złożony był z zaledwie kilkudziesięciu małoletnich chłopców w wieku jakieś 16 lat. (Jak wiadomo, w końcowej fazie wojny Hitler wydał rozkaz, że każdy mężczyzna w wieku od 16 do 60 lat ma zostać powołany do wojska i ma bronić rzeszy. Niemniej ci mężczyźni którzy byli starsi niż 16-latkowie, od dawna służyli już wówczas w wojsku niemieckim.) Chłopcom tym więc bardziej przystawałoby uprawianie harcestwa niż pełnienie służby wojskowej. Spora część tych małoletnich chłopców w końcowych latach wojny była uczniami początkowych klas Liceum w Miliczu pokazanego poniżej na zdjęciu "Fot. #3" (które jest powtórzeniem fotografii "Fot. 30" ze strony o mieście Miliczu.) Zostali oni wcieleni do wojska ponieważ nikt w liceum tym już nie pozostał kto by się nadawał do wcielenia. Wszakże ich koledzy ze starszych lat wcieleni zostali do hitlerowskiego wojska już znacznie wcześniej, zaś w owej ostaniej fazie wojny ich zwłoki od dawna zaścialały już pola bitwne frontu wschodniego lub zachodniego. Ponoszący klęski na wszystkich frontach hitlerowcy naprędce przeszkolili więc tych chłopców w strzelaniu i poubierali ich w niemieckie mundury wojskowe. Po zaś ubraniu mundurów, podobnie jak wszystkim innym służącym w wojsku niemieckim, groziło im natychmiastowe rozstrzelanie, gdyby odmówili udziału w walce. Kiedy wojska radzieckie pod dowództwem majora Lagina wkraczały do Milicza, ci młodzi chłopcy pod dowództwem równie jak oni młodego i niedoświadczonego oficera zabarykadowali się właśnie w milickim ratuszu. Pozycja którą zajęli z militarnego punktu widzenia była jednak beznadziejna. Wszakże uniemożliwiała im taktyczne wycofanie się w przypadku gdyby zostali skonfrontowani z przeważającym ich siłą przeciwnikiem. Owa pozycja zamieniła więc ich obronę w samobójczą misję. Ja do dzisiaj się dziwię nad powodem tego ich błędu taktycznego. Jest mi bowiem wiadomo, że Niemcy mieli przygotowaną linię okopów biegnącą zakolami niemal równolegle do Baryczy pomiędzy miastem i Baryczą. Linia ta była dobrze skonstruowana i w trudnej sytuacji umożliwiała jej obrońcom taktyczne wycofanie i to w aż dwóch kierunkach oddalających się od miasta. Rosyjskie czołgi wjeżdżały na rynek Milicza w celowo mylący dla obrońców sposób. Zamiast bowiem zajechać prosto główną drogą, zatoczyły one duży łuk aż do pałacu margrabiego, potem zaś wjeżdżały na rynek od zachodu małą uliczką wiodącą z owego pałacu. Kiedy pierwszy czołg rosyjski wjeżdżał na rynek Milicza, ci nieletni "obrońcy" miasta wystrzelili do niego z "pancernej-pięści" ("Panzerfaust"). Czołg ten spłonął, tarasując później przez spory okres czasu wjazd do rynku z owej bocznej uliczki łączącej pałac margrabiego z rynkiem. Jego załoga została upieczona żywcem. Jest ona pochowana w Miliczu w miejscu które ktoś mi kiedyś pokazywał, jednak obecnie zapomniałem gdzie dokładnie to było. Jedyne co pamiętam, to że zastanawiałem się wówczas jak to się stało że Rosjanie zostali tam właśnie pochowani - bo jakoś miejsce to mi do nich nie pasowało. Oczywiście, po zorientowaniu się że ratusz jest broniony, Rosjanie natychmiast otoczyli go ze wszystkich stron i zasypali lawiną ognia i ołowiu. Rosyjscy żołnierze podkradli się z miotaczami ognia tuż do owego ratusza, zajmując pozycje w sąsiadujących z ratuszem kamieniczkach po południowej stronie rynku. Stamtąd oblali ratusz strumieniami ognia. Rosyjskie miotacze ognia i potężne działa z kilkudziesięciu czołgów spowodowały, że już w kilkadziesiąt minut później cały ratusz walił się w gruzy zaś wszystko w nim płonęło. Niemieckie nastolatki zamknięte w owym ratuszu otrzymały więc dobry posmak tego, co ich starsi koledzy mniej niż 6 lat wcześniej serwowali Polakom na Westerplatte i na poczcie gdańskiej. Nie bardzo jednak mieli czas na kontemplowanie działania praw moralnych, bowiem ich nienawykły do walki dowódca poddał ich natychmiast po tym jak ratusz zaczął się palić zaś im groziło upieczenie się żywcem. Pechowo jednak dla nich, zmechanizowana kolumna radzieckich czołgów jaka wzięła Milicz, nie posiadała transportu ani prowizji dla jeńców wojennych. Jej zadaniem było wszakże szybkie parcie do przodu oraz zamknięcie przerwy w kolejnym okrążeniu hitlerowców, a nie zajmowanie się pokonanymi Niemcami. Ponadto Rosjanie świeżo mieli w pamięci wszelkie te okropności które Niemcy popełniali na branych przez siebie jeńcach wojennych. Dlatego zaraz po poddaniu się Rosjanom, owe milickie nastolatki w niemieckich mundurach wojskowych zostały wyprowadzone poza obręb miasta, pod linię pustych okopów które przebiegały pod miastem od strony wschodniej. W owym czasie przy okopach tych stał ceglany budynek rakarskiej trupiarni, czyli rodzaj pustej obory do której w owych oszczędnych czasach okoliczni rolnicy zwozili padnięte zwierzęta (zwierzęta te zabierane były potem przez rakarza z tego budynku i przerabiane na mydło). Rosjanie ustawili owych małoletnich chłopców w hitlerowskich mundurach wojskowych pod murem owej rakarni i przejechali po nich długą serią z pepeszy. Nawet w kilka lat później ciągle na cegłach owej rakarni widać było rząd odłupań cegły ilustrujący wysokość na jaką wymierzona została owa pepesza. Miejsce śmierci tych chłopców w pewnym sensie było więc rodzajem symbolicznego zwrotu karmy za to co hitlerowcy tylko kilka lat wcześniej wyczyniali innym pokonanym przez siebie narodom. Wszakże owi młodociani "żołnierze" niemieccy z Milicza umierali w miejscu w którym nieco wcześniej ich własne rodziny gromadziły i składowały zwierzęcą padlinę. Zostali też zastrzeleni w bardzo podobny sposób jak ich starsi koledzy z niemieckiej armii wcześniej strzelali do branych przez siebie jeńców wojennych. Rosjanie nie mieli też już czasu aby ich starannie pogrzebać. Po zastrzeleniu po prostu zostali oni powrzucani do pobliskiego pustego okopu, w którego wykopaniu zapewne wcześniej sami uczestniczyli. Potem zaś po okopie tym przejechał się zygzakiem ciężki rosyjski czołg (patrz "Fot. #1") zarywając jego górną część i przysypując ciała tych Niemców niewielką warstwą gleby. W rezultacie ich rozkładające się ciała dawało się wygrzebywać jeszcze w czasach kiedy ja chodziłem do szkoły podstawowej. Ich rozkładające się resztki wymieszane były z ładownicami pełnymi niemieckiej amunicji, a czasami nawet z pozostałościami ich broni i ekwipunku.

Fot. #1d.

Fot. #1d: Pistolet maszynowy armii radzieckiej PPSh-41 z czasów drugiej wojny światowej. Jest on powszechnie znany pod popularną nazwą "pepesza". To właśnie z takiej "pepeszy" rozstrzelani zostali młodociani "obrońcy Milicza" w niemieckich mundurach wojskowych, którzy w 1945 roku zobarykadowali się w milickim ratuszu i spalili pierwszy czołg rosyjski jaki wjeżdżał na rynek Milicza. To właśnie też takie "pepesze" faktycznie okazały się jednym z elementów uzbrojenia Armii Radzieckiej które zadecydowało o wygraniu drugiej wojny światowej przez Rosjan.
       Rosyjska "pepesza" była bronią jakiej budowa przez Rosjan została faktycznie zainspirowana przez podobną broń produkcji fińskiej, oryginalnie noszącą nazwę Konepistooli m/31 Suomi (Suomi M-31 SMG) - patrz strona o fińskiej broni i o historii wojen Fińsko-Sowietskich. Tamta fińska broń automatyczna (tj. przodek "pepeszy") była oryginalnie zaprojektowana w 1931 roku przez niejakiego Aimo Lahti i bardzo efektywnie używana przez Finów podczas Radziecko-Fińskiej "wojny zimowej" w latach 1939-1940. W owej wojnie Rosjanie ciągle używali jedynie ręcznie ładowane karabiny. Tak efektywnie byli więc wówczas bici przez fińskiego przodka pepeszy, że na podstawie kilku zdobycznych egzemplarzy zdecydowali się wyprodukować własną wersję tej efektywnej broni i wprowadzić ją do masowego uzbrojenia swojej armii już od 1941 roku. Tymczasem Niemcy nie mieli poprzednio żadnej porażki z przeciwnikiem dysponującym wysoce efektywną ręczną bronią maszynową. Wprawdzie we wrześniu 1939 roku zostali znacząco poturbowani przez polską piechotę używającą sporo oryginalnie belgijskich RKM-ów Browning wz. 1928, jednak Niemcy wygrali tamtą wojnę - stąd nie czuli się zagrożeni od tego rodzaju broni. Na podbój Rosji wyruszyli więc wyposażeni głównie w pojedynczo ładowane karabiny "Mauser" (Karabiner 98k) zaprojektowane jeszcze w 1898 roku. Wprawdzie niektórzy z Niemców mieli pistolety maszynowe zwane "MP40" albo Schmeisser, jednak militarnie pistolet ten był podrzędny w stosunku do pepeszy i posiadał sporo wad technicznych. Przykładowo, jego promień śmiertelnego rażenia wynosił mniej niż 200 metrów (pepeszy zaś do 500 metrów), jego magazynek posiadał 32 naboje (bęben pepeszy - 71 naboi). Często też się zacinał. Pepesza oraz śmircionośny potok ołowiu jaki ona rozsiewała w promieniu rażenia do 500 metrów, okazały się więc dla Niemców bardzo przykrą niespodzianką. Na przekór też, że niektórzy co bardziej świadomi Niemcy gorączkowo zaczęli wówczas pracować nad własną wersją pistoletu maszynowego który by stanowił efektywną przeciw-wagę dla rosyjskiej "pepeszy", dla szeregu dziwnych powodów powyzwalanych przez działanie tzw. praw moralnych (np. zbiegu błędnych przekoń Hitlera, biurokracji, wyroków sądowych, itp. - patrz punkt #D2 poniżej) ich wysiłki się komplikowały. Pistolet ten Niemcy opracowali więc dopiero w 1943 roku. Nazywali go MP43, albo "Machine Pistol 43". Do powszechnego uzbrojenia pistolet ten zdołali jednak wprowadzić dopiero w końcowej fazie wojny - kiedy ich przegrana została już zadecydowana właśnie przez "pepeszę" i przez czołgi "T-34". (Notabene, ów niemiecki pistolet maszynowy "MP43", który Niemcy zdołali wprowadzić do użycia w ostatniej fazie wojny, też został przejęty i doceniony przez Rosjan, zaś po niewielkim udoskonaleniu stał się on przodkiem słynnego AK-47, (tj. "Kałasznikowa") - który do dzisiaj sieje ogromne spustoszenie wśród przeciwników tych co go używają.)
       Warto odnotować, że każda broń, w tym powyższa pepesza, wygląda z grubsza jak jaszczurka - gdy oglądana jest od strony rozstrzeliwanego. To zapewne właśnie dlatego nowozelandzcy Maorysi magiczną broń prześladujących ich UFOnautów uważali za rodzaj morderczych jaszczurek nazywanych "moko-moko" - co dokładniej wyjaśniam na stronie o milickim kościele Św. Andrzeja Boboli.
* * *
       Wystarczy tylko aby przeglądnąć podpisy pod niniejszą fotografią "Fot. #1d", oraz pod poprzednią "Fot. #1" aby zrozumieć, że decydujący o wygraniu dowolnej wojny wcale nie jest poziom zaawansowania technicznego, moc ekonomiczna, czy liczba wojsk, a poziom moralności oraz następstwa wynikające z tego poziomu - np. wola i tradycja historycznego "uczenia się", usprawniania własnej strategii, czy "wyciągania wniosków z tego co się dzieje na frontach". Niestety, jeśli ktoś przyglądnie się losom ostatnich wojen, np. Wietnamu, Kuwejtu, Afganistanu, czy Iraku, wówczas łatwo odkryje że dzisiejsi wojskowi i politycy nawet z tych najbardziej rozwiniętych krajów są "hermetycznie zamknięci na uczenie się i na wyciąganie wniosków z lekcji historii". Kiedy więc w końcu doigrają się oni wojny z jakimś dorównującym im militarnie przeciwnikiem którego pozycja reprezentuje sobą pobudki moralne a stąd który ma wolę i tradycję uczenia się, wyciągania wniosków, oraz natychmiastowego wdrażania ustaleń, losy tych polityków i wojskowych, a także losy krajów których mają oni jakoby bronić, będą powtórzeniem losów Hitlera, jego wspólników, hitlerowskiej armii, niemieckiej techniki, oraz powojennej okupacji, podziału i pokuty Niemiec. Jako osobie urodzonej w Polsce i gorąco kochającej swoją pierwszą ojczyznę, jest mi ogromnie przykro, że zarówno polityczni jak i wojskowi przywódcy Polski też okazują się należeć do grupy tychże "lekcjo-szczelnych" którzy uparcie odmawiają wyciągania wniosków z lekcji historii - patrz punkt #D2 poniżej. A przecież Polska jest teraz niezależnym krajem i narodem, mogłaby więc sobie pozwolić aby wybrać swoją własną drogę ku lepszej przyszłości.


Fot. #2.

Fot. #2: Wygląd ratusza milickiego wzniesionego w 1851 roku. (Niniejsza ilustracja jest powtórzeniem ilustracji "Fot. 28" ze strony o mieście Miliczu.) Ratusz ten spalony został w trakcie bitwy o Milicz w końcowych dniach drugiej wojny światowej. Milicz zdobywały wówczas wojska radzieckie majora Lagina, zaś w ratuszu zabarykadowali się hitlerowcy. W czasach mojej młodości ruiny tego ratusza ciągle były najbardziej prominentnym składnikiem milickiego rynku. Z kolei tunele podziemne które wiodły do tego ratusza od warownego zamku milickiego, były ciągle przechodne jeszcze w czasach mojego liceum, tj. w latach 1960 do 1964. To właśnie w okolicach owego ratusza z tuneli podziemnych prowadziły wejścia do licznych lochów w których w czasach średniowiecza więzieni byli lub zamurowywani żywcem ludzie niewygodni dla władz miasta.
* * *
Fot. #3.

Fot. #3: Liceum Ogólnokształcące Nr 1 w Miliczu. (Niniejsza ilustracja jest powtórzeniem ilustracji "Fot. 30" ze strony o mieście Miliczu.) Większość "żołnierzy" niemieckich przeciwstawijących się w Miliczu nacierającej armii radzieckiej była nieletnimi uczniami wstępnych klas tej właśnie szkoły. Byli oni młodociani, niedoświadczeni, oraz źle przygotowani do bitwy. Z kolei ich bezmyślny dowódca wybrał pozycję do walki która była najgorszą z możliwych. Odbierała ona bowiem możliwość taktycznego wycofania się w przypadku niekorzystnego obrotu bitwy. Taka zaś beznadziejna pozycja zamieniła ich obronę w samobójczą misję. W sumie ich opór był więc całkowicie bezsensowny, zaś ich los był faktycznym skazaniem ich na pewną śmierć przez własnych przywódców.
       Symbolicznie ogromnie znaczącą wymowę ma też miejsce w jakim nastąpiło rozstrzelanie owych młodocianych obrońców Milicza w niemieckich mundurach wojskowych. Dla rozstrzelania byli oni bowiem postawieni pod murem budynku który ich rodziny używały wcześniej do składowania padliny zwierzęcej. Aczkolwiek żołnierze radzieccy którzy wykonywali tą egzekucję niemal na pewno NIE mieli pojęcia do czego ów budynek był używany, ciągle jakimś nakazem losu zawiedli rozstrzeliwanych Niemców prosto pod mur owej zwierzęcej trupiarni. (Ta "zwierzęca trupiarnia" stała po wschodniej stronie miasta Milicza w dosyć sporej odległości od pierwszych zabudowań miasta - tak aby jej smród nie przeszkadzał mieszkańcom.) W chwili kiedy już wiedzieli że będą rozstrzelani, przez ich umsły zapewne przebiegały myśli w rodzaju "umrę teraz zastrzelony jak zwierzę, zaś moje ciało będzie gniło jak pobliska padlina zwierzęca". Haniebna wymowa takiej właśnie ich śmierci dorównywała jedynie swą symboliką brakowi godności w rodzajach śmierci które ich własna ojczyzna wcześniej zgotowała jeńcom wojennym branym do niewoli przez wojska niemieckie.
       Rozważając tragiczny los tych młodocianych "obrońców Milicza" w niemieckich mundurach wojskowych, warto też być świadomym, że gdyby odmówili oni wykonania rozkazu Hitlera i starali się uniknąć powołania do wojska, wówczas też zostaliby "rozstrzelani za dezercję" - tym razem jednak przez swych własnych rodaków. W ostatniej fazie wojny Hitler wydał bowiem rozkaz, że każdy Niemiec który będzie się uchylał od wykonania tego bezdyskryminacyjnego powołania do wojska, ma być natychmiast rozstrzelany bez żadnego sądu. To właśnie takie sytuacje w jakiej byli postawieni owi młodociani obrońcy Milicza - kiedy to bez względu na decyzję jaką by nie podjęci, w każdym przypadku czekała na nich śmierć, nakłaniają do podjęcia poważnych rozważań omówionych w punkcie #F3 strony internetowej memorial, na temat czy konskrypcja jest faktycznie legalna w świetle obowiązujących na Ziemi praw. (Z całą bowiem pewnością konskrypcja - czyli obowiązkowe powołanie do służby wojskowej, biegnie przeciwko nakazom praw moralnych.)

#B3. Cztery opuszczone groby niemieckich żołnierzy przy polnej drodze do Stawca:

       Kiedy główna grupa harcerzyków w niemieckich mundurach wojskowych zabarykadowała się w ratuszu, czterech z nich zostało postawionych przy moście na Baryczy z rozkazem aby wysadzić ten most w powietrze kiedy pojawią się Rosjanie. Rosjanie jednak przybyli od południa. Harcerzyki przy moście widzieli więc na własne oczy, jak po nagłym wybuchu ogłuszającej strzelaniny, grad rosyjskiego ołowiu i ognia błyskawicznie zredukował ten ratusz do kupy palących się gruzów. Rzucili się więc do ucieczki. Prawdopodobnie pochodzili ze Stawca, bowiem uciekali biegnąc najpierw wzdłuż dzisiejszej ulicy Krotoszyńskiej, a póżniej w górę prastarej polnej drogi jaka od rozwidlenia koło Wszewilek prowadzi do majątku w Stawcu. (Droga ta to fragment historycznego "Bursztynowego Szlaku" który kiedyś prowadził od północnej bramy Milicza, tzw. Bramy Gnieźnieńskiej, poprzez wieś Stawiec, miasta Rawicz i Poznań, do Gniezna, potem zaś do Gdańska. Obecnie biegnie ona w środku pomiędzy dwoma relatywnie nowymi szosami, z których jedna, wschodnia, prowadzi do Cieszkowa przebiegając tuż koło budynku wodociągów, druga zaś, zachodnia, prowadzi do Rawicza). Pechowo jednak dla tych nieletnich "żołnierzyków", w tym samym co oni kierunku wysłany został zmotoryzowany patrol rosyjskich zwiadowców. Oczywiście, bystre oczy patrolu szybko ich wypatrzyły. Patrol ten miał widać doskonałego strzelca wyborowego. Ten zdjął ich wszystkich czterech w odstępach zaledwie kilkudziesięciu metrów od siebie. Potem jakiś miejscowy dobry samarytanin, który pozostał na miejscu bowiem uważał się za Polaka, być może jednak że znał osobiście owych małoletnich "żołnierzy", pochował ich zwłoki na poboczu owej polnej drogi, tam gdzie padli, tradycyjnie uszanowując ich groby chełmami wojskowymi powieszonymi na bagnetach wbitych w ziemię. Z czasem poginęły jednak nawet owe bagnety i chełmy. Kiedyś być może ich kości zostaną odkryte przy okazji czyszczenia pobocza owej drogi.


#B4. Snajperzy a postronni widzowie:

       Rosyjscy snajperzy mieli naprawdę doskonałego cela. Kiedy wybuchła strzelanina przy milickim ratuszu, mieszkanka Wszewilek wyszła przed południową ścianę swojej stodoły i z ciekawością przyglądała się stamtąd zaciętej bitwie jaka właśnie toczyła się w Miliczu. Była ona Polką, autochtonką, a nie Niemką. (Dlatego nie uciekła w głąb Niemiec, jak uczyniła to wiekszość pozostałych mieszkańców Wszewilek.) Nacierające wojsko radzieckie które właśnie przybyło do Milicza uważała więc ona za "swoich". Tymczasem rosyjski snajper wszedł na wał Baryczy, aby sprawdzić czy pod mostem nie ukrywają się jacyś Niemieccy żołnierze. Snajper ten z wysokości wału odnotował ową postać stojącą przed swoją stodołą. Postanowił więc nie ryzykować, że okaże się ona obserwatorem jakiegoś oddziału postawionym dla pokierowania ostrzałem. Na przekór więc że odległość do tej postaci wynosiła ponad 1 kilometr w/g lotu kuli, ciągle zdołał ją uśmiercić pojedyńczym strzałem. Biedna padła od "przyjacielskiej kuli". Jak z tego widać, kiedy w pobliżu prowadzona jest bitwa, wówczas lepiej dla cywilów jeśli nie wychylają nosa ze swoich kryjówek.


#B5. "Epidemia skręceń karku" wśród autochtonów z okolic Milicza:

       Okolice Milicza w dawnych czasach należały do Polski. Sporo więc mieszkańców owych okolic uważała siebie za Polaków i wcale nie uciekała w głąb Niemiec przed nacierającą armią radziecką. Przez jakiś jednak dziwny niby "zbieg okoliczności" (ja osobiście uważam że było to doskonale zorganizowane chociaż starannie ukryte działanie jakiejś mrocznej mocy), praktycznie wszyscy z owych autochtonów o których istnieniu było mi wiadomo, zaraz po wojnie zostali pouśmiercani na najróżniejsze sposoby.
       Z owych licznych sposobów na jakich uśmiercanie podmilickich autochtonów miało miejsce, mnie najbardziej zastanawia "epidemia skręcania sobie karków" przez autochtonów związanych w jakiś sposób z moją rodziną. O tym jak tajemniczo "skręcił sobie kark" jednen z tych autochtonów, którego ja ciągle pamiętam do dzisiaj jako iskrzącego się humorem miłego, szczupłego, oraz fizycznie wysoce sprawnego Pana, mianowicie niejakiego Waloha z Wszewilek, opisuję to w punkcie #5 strony internetowej wszewilki.htm - o historii i ciekawostkach wsi Wszewilki. Z losami mojej rodziny związany był jednak jeszcze jeden autochton o nazwisku Haupfman Nietzke von Kolande. Był on właścicielem majątku ziemskiego w miejscowości Kolenda oddalonej około 10 kilometrów na wschód od Milicza. To on zatrudnił mojego dziadka po kądzieli w charakterze koniuszego - jak to wyjaśniam w punkcie #B2 strony o mnie (Dr inż. Jan Pajak). Na przekór niemiecko-brzmiącego nazwiska, z powodu swojego rodowodu on także uważał się za Polaka. Doskonale zresztą mówił po Polsku. Nie uciekał więc przed nacierającą armią radziecką. Był on zawodowym żołnierzem - wówczas już w stanie spoczynku w stopniu kapitana. Interesowała go więc armia radziecka. Stąd po wkroczeniu wojsk radzieckich pojechał motocyklem do Milicza aby zobaczyć rosyjskie wojsko. Jednak wracając do domu w jakiś tajemniczy sposób właśnie "skręcił sobie kark". Pochowany został w rodzinnym grobowcu w miejscowości Kolenda koło Sulmierzyc. Jego żona też tam spoczywa, tyle że na cmentarzu komunalnym.

Część C: Pozostałości bitwy o Milicz:

      

#C1. Pozostałości morderczego sprzętu po bitwie o Milicz:

       W czasach zaraz po wojnie istniała też jeszcze jedna pamiątka po milickim garnizonie niemieckim. Było nią zatrzęsienie broni i amunicji niemieckiej, jaka walała się aż w kilku magazynach Milicza. Jeden z takich magazynów, jaki istniał przy obecnej ulicy Krotoszyńskiej, składował ogromne stosy niemieckich karabinów. Aby uniemożliwić użycie tych karabinów przez nieautoryzowane osoby, zaraz po wyzwoleniu Rosjanie poukładali je rzędem wzdłuż krawężnika obecnej ulicy Krotoszyńskiej, tak że ich lufy leżały na chodniku, zaś zamki wisiały w powietrzu ponad jezdnią. Następnie po tak poustawianych karabinach przejechał się ciężki rosyjski czołg, swoją gąsiennicą naciskając karabiny tuż przy krawężniku. Gąsiennica ta działała więc jak nożyce, łamiąc każdy karabin mniej więcej w obszarze jego zamka. W jakiś czas po wojnie dzisiejsza ulica Krotoszyńska była więc zaśmiecona tysiącami tak połamanych niemieckich karabinów.
       Oczywiście Rosjanie nie zdołali odkryć i unieszkodliwić wszystkich składów poniemieckiej broni i amunicji. Dlatego młodzi Polacy którzy po wojnie przybyli do Milicza, używali te pozostałości wojny jako swoiste zabawki. Przykładowo łowili nimi ryby w Baryczy poprzez wrzucanie do wody poniemieckich granatów. Syn mojego sąsiada z Wszewilek właśnie w taki sposób stacił obie ręce. Kiedy bowiem chciał ogłuszyć ryby takim poniemieckim granatem, pechowo trafił na granat jaki był zasabotażowany na etapie produkcji. (W ostatnim stadium wojny przy produkcji niemieckiej broni i amunicji zatrudnieni byli głównie obcokrajowcy, więźniowie i jeńcy wojenni. Dlatego często sabotażowali oni swoją produkcję, chociaż gdy zostali przyłapani na owym sabotażu natychmiast ich rozstrzeliwano.) W rezultacie granat ten wybuchł w dłoniach syna sąsiada, urywając mu obie ręce tuż przy obojczykach. Inny, znacznie większy wypadek nastąpił z ogromnym stosem niemieckich bomb lotniczych, które leżały za Cieszkowem po prawej stronie szosy na Zduny. Jak kiedys opowiadano, widziano tam jakiegoś ciekawskiego staruszka który opukiwal te bomby swoją laską. Potem rozległ się straszny huk. Staruszka już nie znaleziono. Natomiast w miejscu gdzie leżały te bomby do dzisiaj znajduje się głęboki lej zapełniony wodą.
       Ruiny ratusza milickiego przez długi czas straszyły powypalanymi okiennicami w samym centrum rynku. Nawet w drugiej połowie lat pięćdziesiątych, tj. w czasach kiedy ja chodziłem do szkoły podstawowej, ciągle dawało się wejść do obszernych piwnic ratusza przez cały szereg otworów. Z kolei z owych piwnic dawało się przejść do labiryntu podziemnych tuneli które istnieją pod Miliczem. (Tunele te opisane są na stronie internetowej milicz.htm - o mieście Miliczu.) Potem jednak ruiny te zostały częściowo uprzątnięte. Na ich miejscu założono trawnik z kwietnikiem, jaki upiększał Milicki rynek przez cały szereg następnych lat. Z kolei ów trawnik z czasem został zamieniony w dreptak istniejący na rynku milickim w 2004 roku.

#C2. Miejsce składowania gruzu po milickim ratuszu:

       Milicki ratusz był relatywnie dużym budynkiem. Po jego spaleniu pozostała więc ogromna kupa gruzu na środku milickiego rynku. Gruz ten zaczęto usuwać już w ramach pierwszych powojennych robót publicznych miasta Milicza. Do jego składowania wybrano stare koryto Baryczy, które przebiegało pomiędzy obecnym mostem na Baryczy, a pierwszym budynkiem Milicza - ten dawniej pomalowany na żółto budynek stojący nad starym korytem Baryczy kiedyś był milicką garbiarnią. (O starym korycie Baryczy i o tej garbiarni piszę w punkcie #8.3 strony wszewilki_milicz.htm - o zwiedzaniu wsi Wszewilki i miasta Milicza. Obecnie to stare koryto ukryte jest jakieś 5 metrów głęboko pod nową drogą objazdową która przy moście na Baryczy oddziela się od drogi do milickiego rynku.) Gruz ratusza wywożono do owego starego koryta Baryczy na "lorkach" które pchane były ręcznie po specjalnie w tym celu ułożonych szynach wiodących od ratusza aż do Baryczy. Podobno w gruzie tym było pełno ludzkich kości. Niezależnie od owego gruzu, do tamtego powojennego wysypiska śmieci wywożono też potem wszelkie inne pozostałości wojny. Pamiętam że aż do czasów kiedy ja chodziłem do szkoły podstawowej ciągle stały tam resztki jakiegoś gąsiennicowego pojazdu. Potem obszar ten zaczął być używany jako miejskie wysypisko śmieci - aż do jego całkowitego wypełnienia śmieciami do dzisiejszego poziomu (które nastąpiło około 1970 roku).

#C3. Makabryczna pamiątka z wojny w kościele Świętego Andrzeja Boboli:

       W czasach tuż po drugiej wojnie światowej, podziemia kościoła ewangelickiego z Milicza (tego ze zdjęcia "Fot. 3") dostępne były dla ciekawskich. Tyle tylko że w owym czasie sam kościół został już przemianowany na kościół rzymsko-katolicki. Osobiście znałem kilku młodzieńców, którzy wchodzili wówczas do owych podziemi. Opowiadali oni, że podziemia te zapełnione były stosami trumien. Jeden makabryczny szczegół jaki im rzucał się w oczy, to wysuszone ciało w niemieckim mundurze, przybite bagnetem z rosyjskiego karabinu do jednej z tych trumien. Niemiec ten zapewne był uczestnikiem owego miniaturowego garnizonu niemieckiego, jaki bronił się w ratuszu milickim. Podczas gdy jego towarzysze broni się poddali, on zapewne uciekł z ratusza tunelem podziemnym jaki w owych czasach łączył ratusz z owym kościołem ewangelickim. Potem ukrywał się przed Rosjanami właśnie w podziemiach tego kościoła. Pechowo jednak dla siebie, został on tam przez Rosjan wykryty. Rosjanie przybili go bagnetem przez serce do stosu owych drewnianych trumien. Bagnet został następnie obłamany, tak że ciało owego Niemca zwisało z trumien. Wkrótce potem wyschło jak mumia. Przez kilka następnych lat ów nieboszczyk w niemieckim mundurze był makabryczną atrakcją dla przypadkowo odwiedzających te podziemia.
Fot. #4 (29)

Fot. #4: Stary kościół ewangelicki z Milicza. (Niniejsze zdjęcie jest powtórzeniem zdjęcia "Fot. #4" ze strony "Wszewilki-Milicz" - opisującej szlaki i najlepsze sposoby zwiedzania Milicza, a także powtórzeniem fotografii "Fot. 29" ze strony o mieście Miliczu.) Obecnie jest to kościół katolicki pod wezwaniem Świętego Andrzeja Boboli. Fotografia z 2003 roku. Kościół ten został zbudowany w latach od 1709 do 1712. Jego dokładniejszy opis zawarty jest na odrębnych stronach o kościele Świętego Andrzeja Boboli oraz o mieście Miliczu.

Część D: Lekcje moralne wynikające z bitwy o Mlicz:

      


#D1. Zalecenie totalizmu: "popieraj tylko te idee które wymagają abyś dla nich żył a nie umierał":

       W 1985 roku opracowana została wysoce moralna, pokojowa i postępowa filozofia nazywana totalizmem. Jej unikalną cechą jest, że stwierdza ona iż "dla totalizmu trzeba żyć a nie umierać". Źródłem takiego właśnie stanowiska totalizmu jest zbiór surowych praw wszechświata nazywanych prawami moralnymi. Prawa te z żelazną ręką rządzą następstwami wszystkiego co tylko w swoim życiu czynimy. Powodują one m.in., że tylko te ludzkie osiągnięcia są trwałe, które dokonane zostały w moralny sposób. (Odnotuj, że termin "moralny" użyty tu został w swoim totaliztycznym, a nie religijnym, zrozumieniu. Totalizm stwierdza bowiem, że "moralne jest wszystko co wynosi pod górę tzw. 'pola moralnego' każdą z dotykanych tym stron".) Natomiast wszystkie ludzkie osiągnięcia które uzyskane zostają w niemoralny sposób, np. poprzez wojnę lub krzywdzenie innych ludzi, przemijają relatywnie szybko i w końcowym efekcie powodują swoją odwrotność. Prawa moralne zastępują je bowiem docelowo przez ich dokładne przeciwieństwa. Dlatego zgodnie z totalizmem, za pomocą wojny nigdy nie można osiągnąć nic trwałego, chyba że jest to wojna czysto obronna. (Dla wojny czysto obronnej prawa moralne czynią bowiem wyjątek i traktują ją jako nasz moralny obowiązek - po szczegóły patrz podrozdział JC11.1 z tomu 7 monografii [1/4].) Tą ponadczasową prawdę uświadamia nam również opisana tutaj historia bitwy o Milicz. Warto o tym pamiętać, kiedy w życiu skonfrontowani zostaniemy z sytuacją że musimy zając stanowisko w sprawie jakiejkolwiek wojny czy agresji. Wszakże zgodnie z totalizmem, prawami moralnymi, oraz gorzkim doświadczeniem historycznym, zawsze w takich przypadkach powinniśmy upierać się aby "nigdy więcej". Jeśli nie wierzymy, że dla agresywnej wojny zawsze trzeba nalegać aby "nigdy więcej", zastanówmy się przez chwilę co na temat dzisiejszych następstw ich wojny powiedzieliby wszyscy ci młodzi ludzie którzy umarli podczas opisanej tu bitwy o Milicz (bez względu na to czy byliby to polegli Niemcy czy Rosjanie). Rozważmy czy potwierdziliby oni że tak, dla tego co widzą dzisiaj naokoło siebie warto im było umierać, czy też również by nam zalecili aby "nigdy więcej"?

#D2. Wojna, a działanie praw moralnych:

Motto: "Każda wojna agresywna jest wojną niemoralną - dlatego prawa moralne dopilnowują aby zawsze w ostatecznym rachunku przegrali ją agresorzy a wygrali napadnięci."

       Na całym szeregu stron internetowych totalizmu opisany jest nowo-odkryty rodzaj praw wszechświata, które silnie wpływają na nasze życie, a które nazywane są prawami moralnymi. Prawa te są ogromnie niezwykłe. Z jednej bowiem strony działają one powtarzalnie, bezwzględnie, oraz nieodwołalnie - tak jak prawa fizyczne. Przykładowo, moralne "Prawo Bumerangu" zawsze zwraca dawcy dokładnie tą samą ilość i rodzaj uczuć jak uczucia które dawca ten zaserwował komuś innemu. Zwracanie owych uczuć Prawo Bumerangu dokonuje równie nieodwołalnie jak fizyczne prawo "akcji i reakcji" zawsze zwraca uderzającemu w ścianę siłę jego własnego uderzenia. Z drugiej zaś strony, za egzekwowaniem wykonania praw moralnych stoi nadrzędna inteligencja i wiedza samego Boga - co wyjaśniłem dokładniej w podrozdziale I3.6 z tomu 5 monografii [1/5]. Prawa moralne wcale więc nie działają ślepo i bezwybiorczo - tak jak prawa fizyczne, a ich działanie znamionuje niezwykle wysoka inteligencja oraz zależność od aktualnego przebiegu pola moralnego. Przykładowo, jeśli ktoś zabija, wówczas w normalnej sytuacji zgodnie z działaniem praw moralnych też samemu będzie musiał przeżyć zostanie zabitym, tak aby doświadczyć na sobie tych samych doznań co jego ofiary. Jeśli jednak ktoś zabija w obronie własnej, wówczas jedyne co go w przyszłości czeka, to kilka emocji - co dokładniej wyjaśniam w podrozdziale JC11.1 z tomu 7 monografii [1/4]. Prawa moralne nakładają bowiem na każdego obowiązek obrony przed agresją. Stąd nie karają one tych co zmuszeni byli zabijać w obronie własnej. Wracając jednak do prezentacji praw moralnych na totaliztycznych stronach, to prawa moralne opisane są nie tylko na stronie o filozofii totalizmu oraz na stronie o przeciwieństwie totalizmu - czyli o filozofii pasożytnictwa, ale także na stronach o nirwanie, moralności, karmie, wehikułach czasu i Koncepcie Dipolarnej Grawitacji. Ponieważ w każdej wojnie wszystkie prawa i zjawiska ujawniają swe działanie w ekstremalny sposób, również i działanie praw moralnych najwyraźniej rzuca się w oczy właśnie w zdarzeniach zachodzących podczas wojny. Podsumujmy więc teraz w skrócie te skutki zadziałania praw moralnych, które stają się klarownie widoczne już na podstawie opisów z niniejszej strony dotyczących bitwy o wyzwolenie Milicza. Oto najważniejsze z nich:
       (1) W ostatecznym rozrachunku każdą wojnę zawsze przegrywa agresor. Pod względem moralnym w każdej wojnie następuje wszakże zmaganie pomiędzy "agresorem" i "broniącym się". Agresorem według praw moralnych jest zawsze ten kto wysyła swoją armię aby ta militarnie zaatakowała nie jego terytorium. Broniącym się jest dla praw moralnych zawsze ten kto broni przed ową agresją swe własne terytorium zaatankowane przez agresora. Prawa moralne w każdej takiej wojnie mają bardzo proste działanie - mianowicie zawsze w ostatecznym rozrachunku powodują one że wojnę tą przegrywa agresor a wygrywa broniący się. Przykładem takiego właśnie działania praw moralnych jest nie tylko druga wojna światowa opisana na tej stronie, ale praktycznie każda wojna. W mojej opinii najdoskonalszym przykładem na takie właśnie działanie praw moralnych jest wojna Fińsko-Radziecka z lat 1944-5, przez Finów nazywana "wojną kontynuacyjną" (tj. "Continuation War"). Wojnę tą wygrali Finowie, na przekór że walczyli przeciwko potężnej armii radzieckiej która właśnie dobijała Niemców. Oczywiście, głównym powodem dla którego ją wygrali było zadziałanie praw moralnych. Wszakże w owej wojnie garstkowa armia Finów reprezentowała broniących się, podczas gdy potężna armia radziecka była agresorem. Z kolei Niemców Rosjanie byli w stanie pokonać tylko ponieważ prawa moralne ich (Rosjan) traktowały jako broniących się, zaś armię Hitlera traktowały jako agresora.
       (2) W początkowej fazie każdej wojny rozwój sytuacji jest taki że jasno i jednoznacznie on ukazuje kto jest agresorem a kto broniącym się. Znaczy, w początkowej fazie każdej wojny agresor odnosi sukcesy aż do chwili gdy swoimi działaniami udokumentuje on każdemu ilustratywnie że jest właśnie agresorem. Dopiero potem do akcji wkraczają prawa moralne i agresor zaczyna stopniowo przegrywać daną wojnę.
       (3) Pojawienie się "czarnej dziury" w każdej wojnie - jako ostatnie moralne ostrzeżenie dla agresora. Po początkowych "olśniewających sukcesach" agresora - z góry zaplanowanych przez prawa moralne jako ilustratywna dokumentacja kto jest agresorem a kto broniącym się, w każdej wojnie przychodzi następnie okres tzw. "czarnej dziury". W okresie tym agresor jest zmuszany do wkładania w wojnę coraz to większych sił ludzkich i środków materialnych, które po wrzuceniu na "teatr wojenny" po prostu znikają tam na zawsze. Doskonałym przykładem takiej "czarnej dziury" był dla Niemców front wschodni w drugiej wojnie światowej. "Czarna dziura" jest rodzajem ostatecznego moralnego ostrzeżenia które prawa moralne dają agresorowi pod rozwagę - aby wyperswadować agresorowi zakończenie danej wojny. Jeśli jednak dziura ta nie jest w stanie zniechęcić agresora do kontynuowania wojny, zaś wojna jest prowadzona nadal, wówczas następuje trzecia faza wojny ("dobijanie agresora"). W fazie tej agresor doświadcza (zwykle już na swoim własnym terytorium) wszystkich tych "przyjemności" które uprzednio zaserwował napadniętemu na jego terytorium.
       (4) Działanie moralnego "Prawa Bumerangu" - ilość zadanych cierpień równa się ilości cierpień otrzymanych. Działanie Prawa Bumerangu objawia się w każdej wojnie w ten sposób, że strona która zadaje drugiej jakiś rodzaj cierpień, po pewnym czasie sama wystawiona zostaje na cierpienia o dokładnie tym samym charakterze. Jeśli z jakichś przyczyn cierpienia otrzymywane mają niższe natężenie niż cierpienia zadawane, wówczas ich czas trwania się odpowiednio wydłuża, tak aby totalna ilość cierpień była dokładnie taka sama po obu stronach. Prawo Bumerangu powoduje więc że dla cierpień obowiązuje szczególny rodzaj bilansu energetycznego - ilość cierpień zadanych zawsze się równa ilości cierpień otrzymanych. Działanie tego prawa widoczne jest doskonale na losach Niemiec po drugiej wojnie światowej. Aczkolwiek bowiem cierpienia Niemców po wojnie miały niższe natężenie niż cierpienia które Niemcy zadali innym podczas swojej agresji, ich cierpienia rozciągnęły się na znacznie dłuższy okres czasu. Wcale też ich nie zakończyło obalenie "muru berlińskiego" w 1989 roku, a trwają one nadal z powodu nierówności i dysproporcji jakie powstały w obu częściach Niemiec w wyniku drugiej wojny światowej.
       (5) Prawa moralne przygotowują wynik każdej wojny na długo zanim wojna ta się rozpocznie. Wynik każdej wojny jest przygotowywany przez prawa moralne na długo zanim wojna ta się rozpocznie. Przygotowanie tego wyniku "a priori" jest możliwe dzięki istnieniu tzw. "przestrzeni czasowej" opisywanej dokładniej na odrębnych stronach internetowych, np. na stronie o wehikułach czasu czy o Koncepcie Dipolarnej Grawitacji. Generalnie rzecz biorąc, owo przygotowanie wyniku polega na stworzeniu dla broniącego się takiej sytuacji, że ma on jakąś początkowo nieuświadamianą sobie przewagę nad agresorem (np. w przypadku drugiej wojny światowej przewagę tą dawały Rosjanom m.in. dużo lepsze od niemieckich czołgi T-34, doskonalsza strategia użycia tych czołgów, oraz "pepesze"). Jednocześnie u agresora prawa moralne przygotowują złudne wrażenie posiadania przewagi - np. może on wierzyć w swoją "siłę ognia" czy w "zaawansowaną technikę". Jednak w praniu okazuje się potem że w warunkach w jakie się on nierozważnie pakuje owe punkty rzekomej przewagi okażą się całkowicie bezużyteczne.
       (6) Żadna wojna nie rozwiązuje problemów których zaistnienie wykorzystane zostało przez agresorów jako wymówka dla jej rozpoczęcia, a jedynie problemy te nasila - nauczmy się więc negocjować zamiast bombardować. Każda wojna po zakończeniu okazuje się zupełnie bezcelowa. Wyniszcza ona tylko walczących, jednak nigdy nie rozwiązuje ich problemów. Dlatego na samym końcu problemy te ciągle muszą być rozwiązywane w sposób pokojowy poprzez negocjacje. Doskonałym przykładem jak przeciwstawne są wyniki wojny do tych spodziewanych przez agresora, też może być druga wojna światowa. Hitler rozpoczął tą wojnę jako pretekstu używając potrzebę poszerzenia terytorium Niemiec. Jednak w czasie kiedy Hitler ją rozpoczynał, Niemcy zajmowały praktycznie największy obszar w całej swojej historii. Nie tylko bowiem że do Niemiec należało wówczas niemal pół obecnej Polski, ale także dzisiejsza Austria, Czechy i Słowacja. Ponadto, gdyby Niemcy mnożyły wówczas swój dobrobyt a nie wojnę, niemal z całą pewnością w późniejszym czasie do Niemiec pokojowo by się także przyłączyła Szwajcaria, Włochy, oraz Hiszpania - wszystkie owe kraje już bowiem przed wojną wykazywały takie tendencje. (Nic tak nie przemawia ludziom do przekonania jak perspektywa życia w dobrobycie.) W rezultacie, gdyby Hitler nie rozpoczął drugiej wojny światowej, dzisiaj Niemcy byłyby mocarstwem obejmującym obszar niemal całej EWG, zaś poziom dobrobytu w owym kraju byłby wprost niewyobrażalny. Wszyscy jednak wiemy jak owa sytuacja się zmieniła w wyniku wojny.
       (7) Każda agresywna wojna pozbawia agresora respektu, poważania, autorytetu i dobrego imienia. Cechy te mają z kolei to do siebie, że miną wieki, a czasami nawet tysiąclecia, a ludzie ciągle ich brak będą komuś wypominali. Wszakże powszechnie wiadomo, że to co ktoś raz uczynił, w sprzyjających temu warunkach, może on uczynić ponownie. Dlatego, na przekór że po wojnie politycy zasypują grzecznościami byłego agresora i przyjaźnie szczerzą do niego zęby w dyplomatycznych uśmiechach, wielu z nich podziela odczucia podbitego narodu i na dnie umysłu hołduje zasadzie miej oko na tych naszych byłych agresorów i nie pozwalaj im zbytnio się rozpanoszyć, bowiem w sprzyjających warunkach i kiedy ponownie pojawi się u nich następny wojowniczy przywódca, mają oni potencjał aby jeszcze raz zamienić się w potworów jakimi już kiedyś się udowodnili, albo też zasadzie "skoro oni napadali już na innych, są też zdolni do napadnięcia i na nas - dlatego lepiej trzymać się od nich z daleka i nie mieć z nimi nic wspólnego".
       (8) Losy indywidualnych ludzi walczących po stronie agresora z upływem czasu upodabniają się do losów jakie ów agresor zgotował ludziom walczącym po broniącej się stronie. Znaczy, do losów walczących po stronie agresora zastowanie ma prawo moralne zwane Prawem Bumerangu.
       (9) Każda agresywna wojna odbiera "wolną wolę" wessanym w nią ludziom. Szczególnie zaś silnie odbiera ona wolną wolę u agresora. Jak i dlaczego odbieranie to następuje, oraz co dokładnie ono oznacza, wyjaśniam to szczegółowiej w następnym punkcie #D3 tej strony.
* * *
       Zilustrowanie opisanego tutaj działania praw moralnych najprzejrzyściej jest uwypuklone w podpisach pod rysunkami "Fot. #1a" do "Fot. #1d" z niniejszej strony internetowej.


#D3. Każda wojna odbiera ludziom "wolną wolę" oryginalnie daną im przez Boga:

       Największym błogosławieństwem które Bóg dał człowiekowi, oraz które odróżnia ludzi od zwierząt, jest świadoma "wolna wola". Największą też karą jaką można na kogoś nałożyć, jest właśnie pozbawienie go tej "wolnej woli". To dlatego jeśli ktoś jest przestępcą, społeczeństwo pozbawia go właśnie "wolnej woli" poprzez zamknięcie w więzieniu. To też dlatego każdy kto w jakiś sposób został uwięziony, zaś jego wolna wola została mu odebrana, walczy do upadłego aby ją odzyskać.
       W historii ludzkości co jakś czas pojawiają się trendy, za pomocą których jedna grupa ludzi stara się odebrać wolną wolę innej grupie ludzi. Najwyraźniejszym przykładem tych trendów był "ustrój niewolniczy" - w którym właściciele niewolników odbierali wolną wolę swoim zniewolonym. Po upadku ustroju niewolniczego określone grupy społeczne wymyśliły kolejny sposób na odbieranie ludziom wolnej woli. Była to "pańszczyna" - czyli przywiązywanie chłopów do ziemi i do właścicieli tej ziemi. Kiedy i ten sposób odbierania wolnej woli z czasem został obalony, ponownie określone grupy w ludzkim społeczeństwie wymyśliły kolejny sposób odbierania ludziom wolnej woli. Było to obowiązkowe powoływanie do wojska wysługujące się wymówką "patriotycznego obowiązku" - choć faktycznie będące stawianiem w sytuacji że dana osoba może zostać zmuszona aby zabijać bez względu na jej wiarę w Boga, jej osobistą filozofię, czy przekonania. (To obowiązkowe powoływanie do wojska omawiam w punkcie #F3 odrębnej strony internetowej o nazwie Memoriał. To właśnie ponieważ obowiązkowe powołanie do wojska łamie nie tylko czyjąś wolną wolę oraz czyjeś prawa obywatelskie, ale także przykazania dane nam przez samego Boga, warto podjąć poważną dyskusję czy jest ono legalne w świetle istniejących praw. Z całą bowiem pewnością jest ono niemoralne.) Owa też obowiązkowa służba wojskowa, obok wojny, są obecnie dwoma jedynymi przeżytkami ustroju niewolniczego które ciągle pokutują w gronie ludzkości. Wszakże podobnie jak niewolnictwo, odbierają one ludziom ową "wolną wolę" daną im przez Boga.
       Utrata wolnej woli jest nie tylko jedną z największych kar jakie można nałożyć na istotę ludzką, ale także ma cały szereg innych implikacji i to nie tylko moralnych czy religijnych. Przykładowo, może się ona przyczynić do utraty zdrowia. Powodem jest, że tylko ci co posiadają wolną wolę mogą dla siebie generować tzw. energię moralną - czasami nazywaną również energią "zwow" - od słów "zasób wolnej woli". Owa energia "zwow" jest absolutnie niezbędna istotom ludzkim do życia i do zdrowia. Przykładowo, ludzie którzy mają niedobór tej energii zwow natychmiast wpadają w stan depresji i nic z tej depresji NIE jest w stanie ich wyleczyć aż nie odbudują w sobie poziomu zwow - tak jak to opisano w punkcie #C5 strony internetowej o filozofii pasożytnictwa. To właśnie dlatego cywilizacje kosmiczne których obywatele z uwagi na panujący u nich ustrój niewolniczy pozbawieni zostali swojej wolnej woli, nie są w stanie generować niezbędnej im energii "zwow". Dlatego takie cywilizacje kosmiczne zmuszone są do rabowania niezbędnej im energii "zwow" od innych cywilizacji - w tym od cywilizacji ziemskiej (po szczegóły patrz punkt #E1 ze strony memoriał).
       Energię życiową generowaną ze "zwow" przez ludzi posiadających wolną wolę daje się od tych ludzi odssysać (tj. rabować) oraz potem nasycać nią innych. Urządzenia używane do takiego "odsysania" energii życiowej, oraz do nasycania nią swoich, są szeroko używane przez UFOnautów na ludziach uprowadzanych na pokłady UFO. Oba ich rodzaje (tj. zarówno urządzenia odsysające, jak i urządzenia nasycające) opisane są w traktacie [3b]. Urządzenie do odsysania tej energii w [3b] nazywane jest "komorą zimna" - np. patrz tam akapity nr {5550} i {5120}. Ciekawe, że UFOnauci rabujący ową energię mogą się obywać bez snu - co sugeruje że konwersja energii zwow w energię życiową odbywa się podczas snu. Interesujące jest też, że UFOnauci którzy nie jedzą mięsa usilnie propagują "wegetarianism" wsród ludzi - najwyraźniej energia życiowa przenosi w sobie upodobania smakowe z rabowanego na rabującego. Więcej na temat obu tych energii wyjaśnione jest w podrozdziale I5.6 z tomu 5 monografii [1/5].
       Przykład jednego z licznych sposobów na jakie wojna odbiera ludziom ich wolną wolę zilustrowany został na "Fot. #5" poniżej.

Fot. #5.

Fot. #5: Przykład sytuacji stwarzanej przez wojnę, w której wszystkim wessanym w nią ludziom wojna odebrała "wolną wolę". (Kliknij na to zdjęcie aby obejrzeć je w powiększeniu.) Sytuacja ta przestawia sobą typową scenę rozstrzeliwania patriotów koreańskich przez okupantów japońskich. Scena ta została wiernie zrekonstruowana w "Independence Hall of Korea" mieszczącym się w miejscowości Cheonan z Korei Południowej. (Faktycznie treść tej sceny posiada związek z moimi opisami życia w Korei, zaprezentowanymi na odrębnej stronie internetowej o nazwie Korea.) Scena ta wyraźnie ilustruje jak wojna odbiera "wolną wolę" wessanym w nią ludziom. Przykładowo, każdy z żołnierzy japońskich dokonujących tego rozstrzeliwania musiał zabijać kogokolwiek by mu nie podstawiono pod lufę i to bez względu na swoją wiarę w Boga czy na osobiste przekonania. (Niektórzy z rozstrzeliwanych byli kobietami.) Gdyby bowiem nie zabił, wówczas sam by został zastrzelony pod pretekstem odmowy wykonania rozkazu. Z kolei niemal każdy z rostrzeliwanych przyznał się do zarzucanych mu "przestępstw" tylko dlatego że Japończycy otrzymywali od swojego rządu nakazy ilu Koreańczyków musi się przyznać do przestępstw i następnie zostać rozstrzelanych. Aby więc wywiązać się z przydzielonych im liczb, Japończycy używali bardzo "perswazyjnych" metod wymuszania "przyznania się", takich jak wyrywanie kleszczami paznokci, przypalanie gorącymi prętami, przepełnianie wodą i następne wskakiwanie na żołądek ofiary, wyrywanie żywcem genitalii, itd., itp. Przy takich "metodach przesłuchiwania" niemal każdy przyznawał się do wszystkiego co mu zarzucano.
       W tym miejscu warto odnotować, że powyższa sytuacja symbolizuje większość sytuacji jakie pojawiają się podczas wojny, a jakich końcowym efektem jest właśnie odebranie ludziom ich wolnej woli. Przykładowo, owi nieletni "obrońcy Milicza" opisani w punkcie #B1 i w podpisie pod "Fot. #3" z tej strony, też byli postawieni właśnie w takiej sytuacji. Hitler wszakże wydał rozkaz, że każdy mężczyzna zdolny do noszenia broni ma zostać wcielony do wojska, zaś jeśli odmówi - ma zostać natychmiast rozstrzelany. Gdyby więc owi młodociani obrońcy Milicza odmówili wcielenia do wojska, wówczas zostaliby rozstrzelani przez własnych rodaków. Skoro zaś nie odmówili tego rzekomego "patriotycznego obowiązku" - zostali rozstrzelani przez Rosjan.

Część E: Podsumowanie, oraz informacje końcowe tej strony:

      


#E1. Podsumowanie tej strony:

       Strona ta wiąże ze sobą informacje na dwa ogromnie dla nas istotne tematy. Z jednej strony ujawnia ona fakty na temat "bitwy o Milicz", które są mi doskonale znane z rodzinnych opowiadań. Ponieważ zaś bitwa ta zawierała esencję wszystkich bitew świata, strona ta ujawnia atmosferę która bitwom towarzyszy. Z drugiej strony uwypukla ona mechanizmy działania praw moralnych, które dają się nam odnotować za pośrednictwem zdarzeń z owej bitwy o Milicz. Mam nadzieję, że czytelnik znalazł oba te tematy interesującymi i że wyciągnął z niniejszej ich prezentacji właściwe wnioski na przyszłość.


#E2. Dane kontaktowe autora tej strony:

       Aktualne adresy emailowe autora tej strony, pod jakie można wysyłać ewentualne uwagi lub zapytania, podane są na stronie o mnie (Dr inż. Jan Pająk). Tam również dostępne są adres pocztowy i numery telefonu autora.


#E3. Nawet najwięksi sceptycy prawdopodobnie odnotowali już owe sabotażujące plansze błędowe - które nachalnie pokazują się na każdej stronie internetowej totalizmu - włączając w to i niniejszą stronę:

       Te plansze nachalnie wmawiające istnienie rzekomych błędów, prześladują każdą stronę internetową totalizmu i zniechęcają oglądających ją ludzi. Są one kolejnym z niezliczonych sabotaży jakim UFOnauci skrycie okupujący Ziemię poddają wszystko co dotyczy totalizmu. (Kiedy plansze te się pokażą, najlepiej jest kliknąć w nich na "X" lub na "No".) Nawet dla największych sceptyków owe nachalne plansze nieistniejących błędów powinny być wizualnym dowodem że jakaś złośliwa i dobrze ukryta moc faktycznie sabotażuje i niszczy strony totalizmu oraz wszystko inne co z totalizmem się wiąże. Wszakże jeśli ktoś skopiuje owe strony do swojego własnego komputera, błędy te nagle znikają. Strony totalizmu wogólne nie używają przecież skryptu, zaś ten rodzaj plansz błędowych może się pojawić tylko przy obecności źle napisanych skryptów. (Strony totalizmu są programowane w języku HTML - całkowicie bez użycia skryptów.) UFOnauci sprytnie wstawiają cichcem owe plansze do oprogramowania systemowego wszystkich serwerów które goszczą strony totalizmu. Te szczególne plansze błędów pojawiają się też wyłącznie na stronach totalizmu. Wszakże ich jedynym celem jest skryte sabotażowanie owych stron bez pozostawiania śladu kto dokonuje owych sabotaży. Na przekór jednak owego nachalnego sabotażowania i jego dowodów rzucających się w oczy na każdym kroku, nadal tylu naiwnych ludzi nie chce uwierzyć, że Ziemia jest jednak skrycie okupowana przez szatańskich UFOnautów jakich działania i intencje totalizm stara się zdemaskować.
If you prefer to read in English
click on the flag

(Jeśli preferujesz język angielski
kliknij na poniższą flagę)


English flag
Data założenia niniejszej strony: 5 czerwca 2004 roku.
Data najnowszego jej aktualizowania: 30 kwietnia 2008 roku.
(Sprawdź pod adresami z "Menu 3" czy już istnieje nawet nowsza aktualizacja!)